Cukierki. Lizaki. Uśmiechy. Spirale.
Katie śniła, śniła by się nie obudzić. Wszystko czerwono białe, lśniące, jak czerwone wesele, jednak weselsze, milsze, bardziej kochane. Nie sztuczne, nie pośpieszne, po prostu idealne i spokojne.
Stała pośród tego wszystkiego, tego wszystkiego co miało zniknąć, gdy wreszcie otworzy oczy na dobre. Myślała, czy nie byłoby lepiej i przyjemniej, jakby wstrzymała oddech. Nagle zewsząd otoczyła ją wodna otchłań, cukier gdzieś zniknął, drzewa z lizaków zmieniły się w okrutne, kolczaste rośliny, oplatające jej kostki. Jedyne, co jasne, jej koszula nocna, przesiąkło ciemnością i zaczęło się unosić wraz z dziewczyną w górę i w górę, ku powierzchni, jednak okrutne sploty nie pozwalały uciec. Światło powierzchni oddalało się i oddalało, a Katie nie otwierała oczu. Wciągnęła wodę do płuc, zakaszlała, znów nabrała wody. Zaczęła targać się w konwulsjach, kaszląc krwią, by w końcu panicznie rozewrzeć powieki, chcąc wypłynąć. Ocean trujących spojrzeń otoczył ją ciemnością i nie widziała już żadnej pomocy.
Obudziła się, zlana potem, łapiąc się kurczowo za klatkę piersiową, jakby założyła się sama ze sobą, ile tlenu może wziąć za jednym oddechem. Oczy miała szeroko rozwarte, ale nie otaczała jej już ciemność wody, lecz ciemność nocy. Obejrzała się za siebie. Pianek siedział dokładnie tam, gdzie zostawiła go przed snem, patrzył się na nią ponuro, mając jej za złe, że obudziła go z pięknego, ropuszego snu.
Nic nie mogła poradzić na złe sny. Nigdy nie miała z nimi problemu, w końcu nie przyśniło jej się nic strasznego. Ale jak każdy wiedział, sny, zwłaszcza czarodziejów, są wypełnione magią i pewnym przesłaniem. A jeżeli było coś, czego nasza Katie się bała, to właśnie własnego umysłu i tego, co próbował jej uświadomić. Nikt w końcu nie chce tracić kontroli nad własnym ciałem.
Dotknęła opuszkami palców swoich ust, które wilgotne były już nie od krwi, lecz od potu, spływającego jej z czoła po całej twarzy. Dotknęła oczu, powiek, które nie zdawały się już wybuchać pod ciśnieniem przerażającej otchłani, jedynie panicznie przeskakiwały z lewa na prawo, żeby upewnić się o realności wszystkiego dookoła. W końcu, uspokajając oddech, przerzuciła nogi na brzeg łóżka, spojrzała po dormitorium, czy nikogo nie obudziła. Jednak poza dudnieniem w jej uszach i świszczącym oddechem, w pokoju panowała absolutna cisza. Wstała więc na chwiejnych nogach, powoli tocząc się do łazienki. Zamiast szybko bijącego szybko serca, tuż przed drzwiami poczuła, jak opuszczają ją wszystkie siły. Weszła więc jak najszybciej do środka i zamknęła za sobą. Usiadła (czy może raczej runęła) na podłodze, zamknęła oczy i odchyliła głowę, biorąc długie, głębokie oddechy. Czuła się coraz lepiej, a gdy podniosła powieki, świat nie kręcił się już dookoła niej, poczuła też w sobie wystarczająco dużo siły, aby wstać i podejść do umywalki. Puściła wodę i ochlapała nią twarz, zaraz potem rozprowadziła sobie ciecz po karku i gardle. Trzeźwo już przyłożyła dłoń do czoła i nie odnalazła żadnych śladów gorączki. Całe szczęście, już po wszystkim. Nie był to pierwszy koszmar, z którym musiała sobie poradzić, doszła więc do niejakiej wprawy.
Jak najszybciej jednak wróciła do łóżka, gdzie mimo wszystko nawet przez chwilę nie pomyślała o śnie. Zwinęła się w kłębek i patrzyła w sklepienie. Uspokajające Ciemne Kamienie Sklepienia.
~~*~~
muzyka
- Jak ty to robisz, że jesz tak spokojnie? - padło pytanie z ust MinAh, która siedziała przed swoim prawie nietkniętym talerzem, w trakcie gdy Katie pochłaniała swoje kanapki tak szybko, jak tylko potrafiła. Była już spóźniona na zajęcia, doskonale o tym wiedziała, dlatego tylko wzruszyła ramionami i rzuciła w odpowiedzi;
- Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia.
- Wiesz o co mi chodzi. Mało jest osób, które potrafią ze strachu przełknąć kęs, a ty... brniesz jak buldożer.
Blondynka wzruszyła ramionami. Ponownie. Przełknęła resztki ogórka, a ostatnią kanapkę chwyciła w rękę.
- A co moje głodzenie się mogłoby zmienić? Jeżeli moi rodzice nie zmienią, to nie uratuję ich życia, dając skrzatom więcej do zmywania. - Narzuciła torbę na ramię i wstała od stołu. Spojrzała pytająco na towarzyszkę rozmowy. - A ty nie idziesz na lekcje?
- Mam inny plan zajęć, zapomniałaś? - Uśmiechnęła się pobłażliwie. Katie poklepała się po głowie, przypominając, że pamięć ma dziurawą jak ser maasdamer.
- Nie po to chodziłyśmy przez pięć lat na te same zajęcia, żebym teraz miała się odzwyczajać. No to do zobaczenia później! - Pomachała jej radośnie i pobiegła jak najszybciej się dało do lochów. Świadoma była oczywiście, że na zajęcia ze Slughornem ma pełne prawo się spóźnić, lecz wolała uniknąć dyskusji z tym nauczycielem. Już od dawna próbował wcielić ją do swojego Klubu Ślimaka, jednak po tym, jak próbował przekonać ją o wartości wnętrzności ropuszych w przemyśle eliksirów... nie miała ochoty mieć z nim do czynienia. Wzdrygnęła się na samą myśl o tym mordercy żab i przyspieszyła kroku, żeby tylko zdążyć przed zamknięciem drzwi.
Na kolacji nie potrafiła przełknąć ani kęsa. Starała się jak mogła, brała najróżniejsze przysmaki na widelec, na których widok aż ślinka jej ciekła, ale cały apetyt odbierali kłócący się za jej plecami krukoni. Z samych głosów potrafiła wyłowić imiona, w końcu zarówno Iana jak i Laurissę znała. Nigdy nie miała jednak okazji, by poznać ich lepiej, z tą dwójką łączyły ją jedynie pojedyncze incydenty. Teraz też nie zamierzała się wtrącać, na Quidditchu znała się tyle, co na fizyce jądrowej, zatem jej udział w dyskusji wniósłby niewiele ponad dodatkową osobę potakującą głową. Z gburną miną wpatrzyła się więc w swoją ukochaną ropuchę.
- Ciesz się, że tego nie rozumiesz, mały - mruknęła, grzebiąc w sałatce warzywnej widelcem. Oczy Pianka zdawały się mówić wszystko i odpowiadać na każdy problem Katie. Często odnosiła wrażenie, że gdyby mógł mówić, prędko wynalazłby lekarstwo na raka oraz wskazał wszystkie słabe punkty śmierciożerców, które doprowadziłyby do zaprzestania wojny bez rozlewu krwi. A jednak na każde pytanie odpowiadał jednakowym spojrzeniem, które równie dobrze mogło być niemą prośbą o śmierć. Dziewczyna westchnęła i wsunęła bez chęci widelec do ust. Przeżuwała kawałki biednych roślinek dobrą minutę, zanim zdołała coś wreszcie przełknąć. W tym samym momencie za oknami wielkiej sali zagrzmiało, na co natychmiast zareagowało zaczarowane sklepienie, rozbłyskując złotym światłem po magicznych chmurach. Rissa i Ian zamilkli (co Katie łapczywie wykorzystała kolejnymi porcjami sałatki). Wyglądało na to, że wieczorny trening zostanie jednak odwołany. Z tego, co Katie wyniosła z przypadkowych książek pogodowych, zapowiadało się na niezły huragan.
Pozbawiona rozgniewanych głosów za plecami, puchonka bezpiecznie dojadła kolację i udała się powoli do pokoju wspólnego, przypomniawszy sobie, że dziś przecież wypadają zajęcia z astronomii, a ona wciąż nie przerysowała ryby drepczącej z podziałem na rodzaje gwiazd. Co gorsza, jej notatki ograniczały się do pergaminów pokrytych tuszem, na którym jakoś zawsze zasypiała, rozmazując cale zdania nie tylko na papierze, ale też na policzku. W pośpiechu dotarła do tormitorium, chwyciła wykres gwiazd i zaszyła się na kanapie w pokoju wspólnym, jak najbliżej okrągłego okna, przez które wpadało wątłe światło zachodzącego słońca, prawie niewidocznego przez ulewę. Ciekawe, jak profesor miał zamiar opowiadać o gwiazdach zakrytych ciężkimi, burzowymi chmurami.
Pochłonięta nauką nie zauważyła, że ktoś od dłuższego czasu siedzi na parapecie, przyglądając jej się błyszczącymi wesoło, brązowymi oczami.
- No, no... Nigdy nie widziałem, żebyś tak się do czegoś przykładała - zażartował Mykew, przy okazji strasząc Katie swoim głosem. Podskoczyła w miejscu i rozejrzała się w poszukiwaniu winowajcy.
- Bardzo śmieszne, ale jeżeli masz zamiar tylko się śmiać z tego, że czasem zdarzy mi się przyłożyć do przedmiotu, to... - Katie zawahała się, widząc uniesioną brew przyjaciela. - Dobra, zapomniałam o pracy domowej. Nie mogę znaleźć żadnej wzmianki nigdzie o rybie drepczącej. Nic nie pamiętasz z czasu, jak się jeszcze czegoś uczyłeś?
- Głęboko uraziłaś moją dumę, zwłaszcza, że beze mnie byś się nie zorientowała, że chodzi o rybę latającą, nie drepczącą - mruknął, z udawanym oburzeniem, jednak gdzieś po jego twarzy kręcił się uśmiech, jednocześnie machając beztrosko nogami nad podłogą. Blondynka popukała się w głowę, załamując się nad własną pamięcią.
- A byłbyś ją może nawet w stanie wskazać na mapie nieba? - Brunet tylko się uśmiechnął, przejął od niej ołówek wraz z mapą, po czym zaczął łączyć gwiazdy z miną tak skupioną, że Katie uwierzyła nawet w jego szczere intencje, dopóki nie spostrzegła, że ten układ zaczyna przypominać wielkiego...
- MYKEW! - jęknęła, wyrywając mapę z jego rąk i starając się wytrzeć tusz tak szybko, jak jeszcze nie zasechł. Chłopak zaczął się śmiać głośno z jej popłochu, przykuwając wzrok tej resztki uczniów, która jeszcze o tej porze kręciła się po pokoju. - To nie jest śmieszne! Mogłeś zrujnować mi całą pracę domową! - Puchonka nie potrafiła jednak powstrzymać cienia uśmiechu. Niezależnie jak niedojrzałe, infantylne czy po prostu banalne, zawsze miała słabość do jego poczucia humoru. Zaśmiała się pod nosem i wróciła do studiowania nieba.
Spędzili kolejne pół godziny przeglądając wspólnie niewyraźne notatki Katie, prawie w milczeniu, ale nie mieli o czym rozmawiać. Puchon był jedyną osobą, przy której dziewczyna potrafiła się uśmiechać tak szczerze i bez wyrzutów sumienia. Cokolwiek by się nie stało, był tamą przed całym złem świata. I tak właśnie mogłoby już zostać.
__________
Uprzedzam, jestem absolutnie i nieskończenie niezadowolona z tego... czegoś, wat.
Nie pisałam ani słowa poza wypracowaniami od 4 lat, mam też ostatnio na głowie masę rzeczy związanych z rysowaniem, deadliny i tak dalej, dlatego rozdział był pisany w dosyć dużym pośpiechu i nieładzie. Postarałam się umieścić najwięcej postaci jak tylko się dało, mam nadzieję, że udało mi się wcisnąć każdego, kto miał na to nadzieję, no i... no nie wiem. Przepraszam, nie zdołałam nigdzie wcisnąć Gammy ;_;
Be gentle, pliz ;>;
- Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia.
- Wiesz o co mi chodzi. Mało jest osób, które potrafią ze strachu przełknąć kęs, a ty... brniesz jak buldożer.
Blondynka wzruszyła ramionami. Ponownie. Przełknęła resztki ogórka, a ostatnią kanapkę chwyciła w rękę.
- A co moje głodzenie się mogłoby zmienić? Jeżeli moi rodzice nie zmienią, to nie uratuję ich życia, dając skrzatom więcej do zmywania. - Narzuciła torbę na ramię i wstała od stołu. Spojrzała pytająco na towarzyszkę rozmowy. - A ty nie idziesz na lekcje?
- Mam inny plan zajęć, zapomniałaś? - Uśmiechnęła się pobłażliwie. Katie poklepała się po głowie, przypominając, że pamięć ma dziurawą jak ser maasdamer.
- Nie po to chodziłyśmy przez pięć lat na te same zajęcia, żebym teraz miała się odzwyczajać. No to do zobaczenia później! - Pomachała jej radośnie i pobiegła jak najszybciej się dało do lochów. Świadoma była oczywiście, że na zajęcia ze Slughornem ma pełne prawo się spóźnić, lecz wolała uniknąć dyskusji z tym nauczycielem. Już od dawna próbował wcielić ją do swojego Klubu Ślimaka, jednak po tym, jak próbował przekonać ją o wartości wnętrzności ropuszych w przemyśle eliksirów... nie miała ochoty mieć z nim do czynienia. Wzdrygnęła się na samą myśl o tym mordercy żab i przyspieszyła kroku, żeby tylko zdążyć przed zamknięciem drzwi.
- Jak myślisz, co jest z Abigail? - rzuciła Katie do Aurory, kiedy już profesor eliksirów dobrał ich w pary. Dorzuciła cztery gałązki waleriany do kociołka wpół-gotującej się wody i zamieszała różdżką zgodnie z ruchem wskazówek zegara, dwukrotnie. Krukonka przyglądała się uważnie jej ruchom, jakby w zamyśleniu, jednak na pewno nie zastanawiała się nad czynami puchonki. Już prędzej nad odpowiedzią.
- Nie wiem - odpowiedziała krótko, jednak po chwili kontynuowała; - Ostatnio prawie nie widuję jej na lekcjach. Wszyscy mówią, że chodzi o jej rodzinę, ale nie wiem, ile w tym może być prawdy. - Po chwili milczenia zwiększyła ogień pod kociołkiem. Puchonka wzruszyła ramionami. Mimo tego, że rzadko zdarzało jej się rozmawiać z Abby, to lubiła tę dziewczynę i wiedziała, że ma w niej oparcie. To wszystko nie zapowiadało się dla niej wcale przyjemnie. Dziewczyna wydawała się silna, ale kto by właściwie mógł tak naprawdę poznać prawdziwe oblicze Abigail Haggis? Bardziej skrytej dziewczyny na pewno nigdy nie spotkała.
- Mam tylko nadzieję, że nic jej nie jest. Ani jej rodzinie. Plotki muszą być chociaż po części przesadzone - powiedziała, jakby pocieszając samą siebie na głos, wierząc, że to, co wypowiedziane, ma większą moc. W zamyśleniu dodała dwie krople śluzu gumochłona do niedoszłego eliksiru, w ostatniej chwili powstrzymując trzecią, już prawie skapującą do mikstury. Odetchnęła z ulgą, wycierając maź o szatę.
Aurora, niepodobnie do siebie, jedynie milczała, pogrążona od początku lekcji w myślach. Ta krukonka była kolejną osobą, o której Katie prawie nic nie wiedziała. Zaskakujące, jak mało można wiedzieć o kimś, kogo wydaje ci się, że znasz na wylot.
- Nie wiem - odpowiedziała krótko, jednak po chwili kontynuowała; - Ostatnio prawie nie widuję jej na lekcjach. Wszyscy mówią, że chodzi o jej rodzinę, ale nie wiem, ile w tym może być prawdy. - Po chwili milczenia zwiększyła ogień pod kociołkiem. Puchonka wzruszyła ramionami. Mimo tego, że rzadko zdarzało jej się rozmawiać z Abby, to lubiła tę dziewczynę i wiedziała, że ma w niej oparcie. To wszystko nie zapowiadało się dla niej wcale przyjemnie. Dziewczyna wydawała się silna, ale kto by właściwie mógł tak naprawdę poznać prawdziwe oblicze Abigail Haggis? Bardziej skrytej dziewczyny na pewno nigdy nie spotkała.
- Mam tylko nadzieję, że nic jej nie jest. Ani jej rodzinie. Plotki muszą być chociaż po części przesadzone - powiedziała, jakby pocieszając samą siebie na głos, wierząc, że to, co wypowiedziane, ma większą moc. W zamyśleniu dodała dwie krople śluzu gumochłona do niedoszłego eliksiru, w ostatniej chwili powstrzymując trzecią, już prawie skapującą do mikstury. Odetchnęła z ulgą, wycierając maź o szatę.
Aurora, niepodobnie do siebie, jedynie milczała, pogrążona od początku lekcji w myślach. Ta krukonka była kolejną osobą, o której Katie prawie nic nie wiedziała. Zaskakujące, jak mało można wiedzieć o kimś, kogo wydaje ci się, że znasz na wylot.
~~*~~
[scena z Blazem i Abigail chwilowo usunięta]
Na kolacji nie potrafiła przełknąć ani kęsa. Starała się jak mogła, brała najróżniejsze przysmaki na widelec, na których widok aż ślinka jej ciekła, ale cały apetyt odbierali kłócący się za jej plecami krukoni. Z samych głosów potrafiła wyłowić imiona, w końcu zarówno Iana jak i Laurissę znała. Nigdy nie miała jednak okazji, by poznać ich lepiej, z tą dwójką łączyły ją jedynie pojedyncze incydenty. Teraz też nie zamierzała się wtrącać, na Quidditchu znała się tyle, co na fizyce jądrowej, zatem jej udział w dyskusji wniósłby niewiele ponad dodatkową osobę potakującą głową. Z gburną miną wpatrzyła się więc w swoją ukochaną ropuchę.
- Ciesz się, że tego nie rozumiesz, mały - mruknęła, grzebiąc w sałatce warzywnej widelcem. Oczy Pianka zdawały się mówić wszystko i odpowiadać na każdy problem Katie. Często odnosiła wrażenie, że gdyby mógł mówić, prędko wynalazłby lekarstwo na raka oraz wskazał wszystkie słabe punkty śmierciożerców, które doprowadziłyby do zaprzestania wojny bez rozlewu krwi. A jednak na każde pytanie odpowiadał jednakowym spojrzeniem, które równie dobrze mogło być niemą prośbą o śmierć. Dziewczyna westchnęła i wsunęła bez chęci widelec do ust. Przeżuwała kawałki biednych roślinek dobrą minutę, zanim zdołała coś wreszcie przełknąć. W tym samym momencie za oknami wielkiej sali zagrzmiało, na co natychmiast zareagowało zaczarowane sklepienie, rozbłyskując złotym światłem po magicznych chmurach. Rissa i Ian zamilkli (co Katie łapczywie wykorzystała kolejnymi porcjami sałatki). Wyglądało na to, że wieczorny trening zostanie jednak odwołany. Z tego, co Katie wyniosła z przypadkowych książek pogodowych, zapowiadało się na niezły huragan.
Pozbawiona rozgniewanych głosów za plecami, puchonka bezpiecznie dojadła kolację i udała się powoli do pokoju wspólnego, przypomniawszy sobie, że dziś przecież wypadają zajęcia z astronomii, a ona wciąż nie przerysowała ryby drepczącej z podziałem na rodzaje gwiazd. Co gorsza, jej notatki ograniczały się do pergaminów pokrytych tuszem, na którym jakoś zawsze zasypiała, rozmazując cale zdania nie tylko na papierze, ale też na policzku. W pośpiechu dotarła do tormitorium, chwyciła wykres gwiazd i zaszyła się na kanapie w pokoju wspólnym, jak najbliżej okrągłego okna, przez które wpadało wątłe światło zachodzącego słońca, prawie niewidocznego przez ulewę. Ciekawe, jak profesor miał zamiar opowiadać o gwiazdach zakrytych ciężkimi, burzowymi chmurami.
Pochłonięta nauką nie zauważyła, że ktoś od dłuższego czasu siedzi na parapecie, przyglądając jej się błyszczącymi wesoło, brązowymi oczami.
- No, no... Nigdy nie widziałem, żebyś tak się do czegoś przykładała - zażartował Mykew, przy okazji strasząc Katie swoim głosem. Podskoczyła w miejscu i rozejrzała się w poszukiwaniu winowajcy.
- Bardzo śmieszne, ale jeżeli masz zamiar tylko się śmiać z tego, że czasem zdarzy mi się przyłożyć do przedmiotu, to... - Katie zawahała się, widząc uniesioną brew przyjaciela. - Dobra, zapomniałam o pracy domowej. Nie mogę znaleźć żadnej wzmianki nigdzie o rybie drepczącej. Nic nie pamiętasz z czasu, jak się jeszcze czegoś uczyłeś?
- Głęboko uraziłaś moją dumę, zwłaszcza, że beze mnie byś się nie zorientowała, że chodzi o rybę latającą, nie drepczącą - mruknął, z udawanym oburzeniem, jednak gdzieś po jego twarzy kręcił się uśmiech, jednocześnie machając beztrosko nogami nad podłogą. Blondynka popukała się w głowę, załamując się nad własną pamięcią.
- A byłbyś ją może nawet w stanie wskazać na mapie nieba? - Brunet tylko się uśmiechnął, przejął od niej ołówek wraz z mapą, po czym zaczął łączyć gwiazdy z miną tak skupioną, że Katie uwierzyła nawet w jego szczere intencje, dopóki nie spostrzegła, że ten układ zaczyna przypominać wielkiego...
- MYKEW! - jęknęła, wyrywając mapę z jego rąk i starając się wytrzeć tusz tak szybko, jak jeszcze nie zasechł. Chłopak zaczął się śmiać głośno z jej popłochu, przykuwając wzrok tej resztki uczniów, która jeszcze o tej porze kręciła się po pokoju. - To nie jest śmieszne! Mogłeś zrujnować mi całą pracę domową! - Puchonka nie potrafiła jednak powstrzymać cienia uśmiechu. Niezależnie jak niedojrzałe, infantylne czy po prostu banalne, zawsze miała słabość do jego poczucia humoru. Zaśmiała się pod nosem i wróciła do studiowania nieba.
Spędzili kolejne pół godziny przeglądając wspólnie niewyraźne notatki Katie, prawie w milczeniu, ale nie mieli o czym rozmawiać. Puchon był jedyną osobą, przy której dziewczyna potrafiła się uśmiechać tak szczerze i bez wyrzutów sumienia. Cokolwiek by się nie stało, był tamą przed całym złem świata. I tak właśnie mogłoby już zostać.
__________
Uprzedzam, jestem absolutnie i nieskończenie niezadowolona z tego... czegoś, wat.
Nie pisałam ani słowa poza wypracowaniami od 4 lat, mam też ostatnio na głowie masę rzeczy związanych z rysowaniem, deadliny i tak dalej, dlatego rozdział był pisany w dosyć dużym pośpiechu i nieładzie. Postarałam się umieścić najwięcej postaci jak tylko się dało, mam nadzieję, że udało mi się wcisnąć każdego, kto miał na to nadzieję, no i... no nie wiem. Przepraszam, nie zdołałam nigdzie wcisnąć Gammy ;_;
Be gentle, pliz ;>;
Zacznę od tego, że zatrzymałam sobie na Youtube'ie Radiohead, żeby włączyć Twoją muzykę, a tu ten sam utwór i chyba z cztery razy klikałam, żeby mieć pewność, cóż za zbieg okoliczności xP
OdpowiedzUsuńWidzę pewne niedociągnięcia i wydaje mi się, że nie przeczytałaś tego przed umieszczeniem tutaj. To nic wielkiego, po prostu parę powtórzeń i drobnych błędów, to taka rada na przyszłość, by raz na sucho sobie przestudiować, najlepiej na głos, wtedy wyłapuje się stylistykę najłatwiej ;)
Podobały mi się Twoje opisy, szczególnie te proste, łatwe do czytania, bo przy bardziej złożonych nieco trudniej się czytało, ale jak na kogoś, kto nie pisał od tak dawna, to naprawdę jest świetnie ^^ Muzyka też ładnie dobrana i jestem fanką Twoich opisów z udziałem Pianka... o takie... paradoksalnie realne. Naprawdę, te dwa bodajże momenty czytało mi się chyba najlepiej.
Najgorzej dla mnie wypadła scena z Blaze'em, ale może to dlatego, że mam takie wrażenie, że każdy się już uczepił schematu "podła, tleniona małpa". Tam powstał pewien chaos, nagle się wziął, zrobił zamieszanie i odbiegł... koniec pieśni. xP
Cieszę się, że wspomniałaś Ian'a i Rissę, faktycznie w tematach Quidditch'a między nimi iskrzy (ktoś ma ból dupy, bo nie jest kapitanem :VVV). Może nieco mi przykro, że moja postać kojarzy wam się jedynie ze sportem, ale i tak cieszę się bardzo, że została umieszczona *^* Od razu człowiek ma uśmiech na twarzy, jak wyłapuje gdzieś tą Laurissę, nagle dzień staje się piękniejszy!
Na koniec powiem, że najlepiej wyszło Ci właśnie (konsekwentnie) zakończenie. Uważam, że to dlatego, że masz dużą swobodę sterowania Mykew'em, czego geneza może być oczywista. To widać i naprawdę przyjemnie się to czytała. Osobiście uważam siebie za człowieka o dobrym poczuciu humoru, a jednak śmiechłam xD Oby tak dalej. Twój rozdział był naprawdę sympatyczny, myślę, ze to dobre określenie ^^
Welp, tego się nie spodziewałam 8D
UsuńTak, szczerze mówiąc nie tyle co nie miałam na to czasu, bo miałam całe dzisiejsze popołudnie, co po prostu nie miałam siły, ze względu na taką przerwę w pisaniu... taka ściana tekstu mnie po prostu już wystarczająco wykończyła xD Może sobie wieczorem usiądę i postaram się poprawić to, co znajdę.
A z tymi skomplikowanymi opisami... to taki trochę mój kompleks, często boję się, że piszę za prosto, wręcz kolokwialnie (to akurat jest prawda, ale shh). Więc wtedy po prostu zaczynam pisać dłuższe opisy i taka dupa wychodzi ^^;
...Tą scenę z Blazem najchętniej bym wycięła, naprawdę ._. Ale jak już ją napisałam, to ciężko było mi się pozbyć sceny, w której udało mi się chociaż połowicznie włączyć trzy postaci. Tak samo wstęp ze snem, chętnie bym to usunęła, ale bez tego brakowało mi jakiegoś porządniejszego rozpoczęcia.
Szczerze? Jeżeli Rissa mi się z czymś nie kojarzy, to ze sportem xD Mi się bardziej kojarzy z długimi wieczorami spędzonymi przy gorącej czekoladzie, ale to była ostatnia scena, którą pisałam, więc musiałam skądś wziąć powiązanie Iana, Rissy i Katie... wypadło na Quidditcha, na którym oni się znają świetnie, a Katie wcale :V
Tutaj powiem, że sterowanie Mykewem jest jedynie z jednego powodu proste - znacznie łatwiej mi napisać scenę z kimś, z którym Katie przyjaźni się mocno, a nie z kimś, kogo ledwo poznała, stąd tak jakoś wyszło. Poza tym, shipuję Paddlesa z Piankiem, więc... cóż xD
Dziękuję bardzo, zaskakująco dużo rzeczy mi właśnie sympatycznie wychodzi :B
Geeeeeeemmy! XD
OdpowiedzUsuńNie szkodzi, nie gniewam się! Obmówimy sobie jeszcze dokładnie jakieś pomysły, słońce!
Rozdział baaardzo mi się podoba, zwłaszcza motyw z przypominającym... ekhm. Dobrze myślę? Ach moja podła wyobraźnia i mentalna różdżka, o której wie Choco i Sumiko!
Od razu poprawił mi się humor, gdy zauważyłam nowy wpis na FB i gdy tylko zdołałam przeczytać Twoją historię tutaj. Cieszę się, że zostałam wciągnięta w ten świat i mogę stanowić jego malutką cząstkę - wraz z tak fantastycznymi i uzdolnionymi ludźmi jak Ty i cała reszta!
A myląc imię mojej postaci aż dałaś mi fajny pomysł z tym, aby Katie miała tendencję do przekręcania imienia Gemmy na Gammę! :D
Nie wiem co dalej aż pisać, po prostu bardzo mi się podoba i nie mogę doczekać się kolejnych rozdziałów <3
BIG HUG, BABY <3
To jest akurat literówka spowodowana pracą domową z matematyki, stokrotnie przepraszam ;>;
UsuńPrawdopodobnie dobrze myślisz, dziękuję za tak miłe słowa i w ogóle <3 Haha, w sumie czemu nie, Katie dużo rzeczy przekręca :D
Dziękuję jeszcze raz :3
*huggle huggle*
Ja nie wiem jak Deny to robi że jest zawsze, ZAWSZE pierwsza ;______; co dopiero kończę czytać i myślę sobie "oho, będę pierwsza", to jak odświeżam to już jest ten komentarz. Deny oszustko cziterze jeden ;-;
OdpowiedzUsuńAle przystępując do komentarza.
Początek do mnie nie przemówił, ale im dalej w las, tym więcej drzew. To znaczy, jak wspomniała Deny, rzeczywiście było sporo błędów stylistycznych i to spowodowało kilka razy, że musiałam się zatrzymać i przemyśleć o co w ogóle chodzi xd Zwłaszcza w pierwszym akapicie, później było tego mniej, może się już wdrożyłaś c:
Bardzo podobała mi się muzyka, ale muszę powiedzieć że w ogóle nie zwróciłam na nią uwagi. Teraz, jak słucham jej drugi raz, dopiero słyszę melodię. Może nie jest zbyt dobrze dobrana dla moich emocji wywołanych rozdziałem xd
Muszę szczerze powiedzieć że uśmiechnęłam się szeroko kilka razy czytając rozdział, zwłaszcza przy końcówce (dziecinne żarty zawsze śmieszne XD) i przy rozmowie z żabą (to o śmierci rozwaliło system XDDD).
Co do Blaze'a, mam mieszane uczucia. To trochę prawda, co napisała Deny. Wszyscy sądzą że on jest taki zły i okropny, no bo trochę jest ale w końcu to też człowiek i nie chodzi po korytarzach tylko po to żeby ludziom dokuczać a ostatnio tylko tak się pojawia i w sumie to nie twoja wina, co nie ;-; Generalnie, podobał mi się jego mały monolog, w ogóle dobrym pomysłem było żeby on już wiedział mimo że inni jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy, to mocno podkreślało jego przynależność.
Dobra robota, pozdrawiam ♥
Moja postać jest szukającym, szybkość to moje drugie imię, Mary :v
UsuńTo jest dobre spostrzeżenie >.>
UsuńMuzyka była dobierana głównie w sposób taki, że słuchałam wszystkiego po trochu, a jak coś stwierdziłam, że pasuje do jakiejś części, to było i już :V Ot. co leniwy Tościk.
Tak, naprawdę chciałam usunąć tą scenę z Blazem, jest mi strasznie przykro za to, jak wyszła .-. Ale szczerze mówiąc nie potrafię znaleźć jakoś czegoś... ludzkiego, co mogłaby w nim widzieć Katie, dla niej jest tylko dręczycielem ropuch i Abigaill, stąd mogłam trochę za mocno postawić w tej kwestii na wadze ^^;
Dzięki bardzo i w ogóle <3
Tak, nie wątpię Deny :v I teraz do tego dochodzi Maru, jestem na samym końcu xD nie dziwne że moja postać nie gra w drużynie a jak już się dostanie to przez nieszczęście kogoś innego ;-;
UsuńNie stresuj się tak, Blaze ma niedobre cechy i może być przecież tak, czyli jako zły, widziany przez innych : D
No Rissa to by go do drużyny nie przyjęła :v <3 <3 <3
UsuńZacznę od tego, że Abby pokazałaś wspaniale, cudownie i najlepiej :D Zareagowała trochę emocjonalnie, ale zaraz wróciła do starej zimnej siebie. Idealnie :)
OdpowiedzUsuńCo dalej początek bardzo mi się podobał. Widać, że Katie choć radosna, to jednak głęboko w sobie przejmuje się wydarzeniami w świecie.
Drobne powtórzenia. I taka medyczna uwaga, wodę rozprowadziła po twarzy i szyi, a nie po gardle :)
Ogólnie bardzo miło się czytało :)
Akurat specjalnie po gardle, bo po całej szyi nie, taki mały punkt Katie o którym chyba tylko ona wie, nawet tego w karcie postaci nie pisałam (ogólnie dużo jest o Katie, co nie jest w KP, ale co tam :V), że włosy na karku ma bardzo delikatne od ciągnięcia przez młodszych braci, dlatego nawet ona ich nie dotyka, bo dosyć mocno to boli ^^; Stąd samo gardło, zamiast całej szyi :B
UsuńŁał, cieszę się, że chociaż charakter Abigail mi wyszedł w tej scenie ;_;
Dzięki wielkie <3
Myślę, że Abi chodziło o to, że żeby rozprowadzić wodę po gardle, to musisz ją połknąć :D
UsuńNie no, po przełyku to macie rację, ale gardło to gardło... chyba ;>;
UsuńTrzy lata biol-chemu właśnie po to xD http://www.abc-med.info/img/GARDLO.JPG
UsuńPrzełyk to już w ogóle hoho, głęboko jest xP
UsuńDżizas krajst, dobra, biolchemowi to już po prostu zaufam i nawet w linka wolę nie wchodzić, bo oglądać chociażby obrazków wnętrzności nie lubię :B Mea culpa zatem ;)
UsuńTwoja postać jest taka pocieszna xD
OdpowiedzUsuńMimo to, trochę mnie zaskoczyłaś. Spodziewałam się, że będzie to lekki całkowicie humorystyczny rozdział, a tu nie. Nawet Katie się martwi
Muzyka zgrabnie dobrana i tekst też dobrze się czyta, tylko literówki trochę raziły.
I nie załapałam się na fragment z Blaze D:
Pozdrawiam i życzę weny ;)
PS.: Ta żaba jest świetna xD
Z góry przepraszam, że tak krótko, że tak późno. Nie mogę zebrać myśli .w.
OdpowiedzUsuńPowiem tyle, że scena z Blaze'm mocno mnie wzburzyła, a to pewnie dlatego, że zupełnie nie pasowała do charakterów postaci, według mnie przynajmniej. No i Ślizgon znowu wałkowany w roli złego skurwysyna - cóż, to też mnie nie urzekło, muszę przyznać ;p Poza tym sądzę że dziewczyna, która bije faceta zasługuje na to samo ^^ Jakkolwiek to nie jest okrutne, bo to zupełny brak szacunku z jej strony, taka mała dywagacja prawie filozoficzna.
Rozdział kulał pod względem składni językowej i może przez to nie potrafiłam się nim w pełni cieszyć. Ciągle musiałam czytać od nowa różne zdania, żeby je zrozumieć no i jakoś tak, ogółem, wyszło...
W każdym razie przyjemna ta Twoja postać, zupełnie inna niż wszystkie, a rozmowy z żabą można uznać chyba za legendarne ;p Śmiechłam też srogo z ostatniej sceny, bo tak wykreowałaś Mykew'a (god, mam nadzieję że dobrze odmieniam...), jakbyś o nim rozdział pisała i od razu wczułam sie w sytuację.
Podsumowując, jeżeli cały rozdział byłby na poziomie ostatniej sceny, byłby lekki, wyśmienity, można by go było czytać i czytać. Mam nadzieję, że kolejny właśnie tak wypadnie i już nie mogę się doczekać, bo wiem że pierwsze rozdziały to taka wprawka ^^
Pozdrawiam, dużo weny (plus mam nadzieję że nie zabarwiłam tego komentarza zbyt negatywnie...)~!