Zatrzymaj się.
Rozejrzyj. Zauważ ten świat, pełen cierpienia niewinnych. Widzisz
te łzy, te puste oczy? Słyszysz szloch i ciche wołanie o pomoc?
Czujesz zapach przelanej krwi? Dotknij ran. Zasmakuj gorzkiego żalu.
Zrób to chociaż raz. A potem idź i dalej oglądaj te same obrazy.
Szyderczy śmiech niech rani twoje uszy. Mrok niech otacza twoje
ciało. Zielony promień niech mija cię o cal. Ciebie, który jesteś
nagi w tym świecie. Biegnij i szukaj choć iskry. Jednego, małego
promienia, który możesz uratować. Znajdź go. Rozpal na nowo
ognisko nadziei. Obudź inne uśpione dusze. Pokaż swą siłę i
moc. Udowodnij, że dobroć i miłość są silniejsze. Wyciągnij
dłoń.
Krzyk, pełen
przerażenia poruszył ścianami wieży Gryffindoru w dormitorium
dziewcząt z szóstego roku. Abigail podniosła się z łóżka do
pozycji siedzącej i ciężko oddychała. Nie widziała lekko karcących, ale i równie przepełnionych troską spojrzeń współlokatorek. Znów była w domu swego ojca. Ponownie czuła na
sobie zaklęcie Cruciatus, którym tak często ją obdarzał.
Widziała zemdlone z bólu ciała matki i czteroletniej siostry. Była
tam każdej nocy.
Dziewczyny
wpatrywały się w cień na zasłonie jej łóżka, który trząsł się, ale nic nie mówiły. Ostatnio zbyt często
były wybudzane w ten sposób. Żadna nigdy nie zapytała Abby o jej
sny. Nie podchodziły do niej i nie wyciągały pomocnej ręki. Bały
się usłyszeć prawdę, którą krył ten krzyk. Lękały się
usłyszeć historii, która mogłaby wplątać je w niechciane
problemy. Strach był tak głęboko w nich, że zapomniały o
cechach, które powinien posiadać prawdziwy Gryfon. Teraz nie
liczyło się nic poza dobrem własnym i własnej rodziny. A nazwisko
Haggis równało się śmierciożerca, o czym doskonale wiedziała
cała szkoła.
Kotary łóżka
przy oknie cicho się rozsunęły i blask księżyca padł na bladą,
ocierającą pot z czoła młodą kobietę. Wstała i wyszła bez
słowa. Nikt za nią nie poszedł. Nikt nie podniósł
wzroku. Tylko lekko falująca kotara mówiła o tym, że ktoś przed
chwilą się poruszył. I dormitorium ponownie pochłonął mrok i
strach.
W Wielkiej Sali
panował tradycyjny, popołudniowy rozgardiasz. Przy wszystkich
stołach słychać było śmiechy i typowe dla młodych ludzi
rozmowy. Dumbledore szepnął coś o słońcu za oknem na widok
zniesmaczonej hałasem profesor McGonagall. Slughorn z wielkim
zapałem opowiadał młodej pani Sprout o planowanym spotkaniu Klubu
Ślimaka, na które serdecznie ją zapraszał. Nie zapomniał również
wspomnieć o młodych liściach Tentakuli, które bardzo przydałyby
mu się na planowaną lekcję eliksirów. Chociaż prawdę mówiąc i
nauczyciel eliksirów jak i młoda Pomona wiedzieli, że były one
dość dużo warte w świecie czarodziei i raczej nie wykorzystywano
ich w dziedzinie Horacego. Stary Ślimak zawsze upatrywał głębszych
interesów w osobach zapraszanych na jego wieczorne przyjęcia.
Na językach
uczniów wciąż pozostawała ostatnia impreza w Pokoju Życzeń,
szczególnie wśród szósto- i siódmoklasistów. Gdzieś przy stole
Ravenclawu, wśród mnóstwa fanek, Ezra Bennett wspominał bójkę, w
którą wdał się podczas szkolnego wydarzenia. Głośno i
negatywnie wypowiadał się na temat Hathoway'a, tak aby doszło to
do wszystkich dziewcząt wokół niego zgromadzonych jak i do tych,
które siedziały dalej. Jawnie stwierdził, że ,,stłukł Ślizgona
na kwaśne jabłko", co Krukoni przywitali z wielkim entuzjazmem,
zaś dom Węża burknął coś w odpowiedzi. Abigail tylko westchnęła
pod nosem, kręcąc głową. Wiedziała, że gdyby Blaze siedział
teraz przy stole to rzuciłby się na Ezrę. I Krukon też o tym
wiedział, dlatego zakończył temat widząc jak wchodzi wraz z Liv i
Leilą do Wielkiej Sali. Sullivan zaczepiała chłopaka, ale ten
szedł wciąż niewzruszony, jakby o czymś zażarcie myślał i
tylko to było w tym momencie ważne. Szedł dostojnym,
arystokratycznym krokiem patrząc z góry na wszystko, ale jakby
niczego nie widział. Abigail odwróciła głowę, nie chcąc
napotkać tego spojrzenia. Chciała ukryć sama przed sobą, że
wciąż myślała o słowach Ślizgona wypowiedzianych tym cichym,
pełnym władzy głosem. Zamykając oczy widziała go z twarzą we
krwi, z zimnymi oczami, ale jakimś tajemniczym błyskiem. Najgorsze
jednak było to, że czuła jego dotyk, lodowaty ale delikatny.
Zadrżała. Obejrzała się za siebie i wzrokiem wyszukała oczy
chłopaka. Też patrzył nią, ale zupełnie inaczej niż wcześniej.
Choć dzieliły ich dwa stoły, czuła dziwne napięcie wywołane tym
kontaktem. Oboje wiedzieli, że to nie znaczy nic dobrego.
-Patrzcie! - ktoś
krzyknął przy stole Hufflepuffu, czym przerwał spojrzenie.
Wszyscy odwrócili
się jak jeden mąż we wskazywanym kierunku. Stary, dobry
Connecticus Quintus ciągnął za sobą Mykewa Oswalda, wywołując
śmiech na sali i głupi uśmiech Dumbledore'a. W głowie dyrektora
już brakowało miejsca, aby spamiętać wszystkie żarty Puchona, a
tym bardziej wymyślać dla niego kary. Szesnastolatek, jako że był
sporo wyższy od nauczyciela Wróżbiarstwa, wyrwał mu się
twierdząc, że sam potrafi iść. Nie spodziewał się jednak, że
zostanie ugryziony w łokieć, w czasie kiedy chciał z gracją wyminąć
profesora. Wydarzenie to wywołało nie mały śmiech wśród
uczniów, lecz szybkie spojrzenie Quintusa sprowadziło wszystkich na
ziemię i tłum odwrócił się z powrotem w stronę swoich talerzy.
Fenton i Wayland
Ayers, którzy nieprzerwanie rozmawiali o imprezie, aktualnie zaczęli
kłótnię na temat zespołu, który raczył zabawiać towarzystwo
przez większość wieczoru.
-Ten Anthony
Carroll, wyrobił się przez ten rok. Teraz gra naprawdę dobrze
-zaczął z entuzjazmem Wayland.
Kilka osób wokół
pokiwało mu twierdząco, na co on tylko uśmiechnął się szeroko.
Uważał się za znawcę muzyki.
-Cóż, mam inne
zdanie, bracie – odpowiedział profesorskim tonem Fenton.
-I robisz to
tylko dlatego, żeby się ze mną nie zgodzić.
-Prawda.
Uderzył go lekko
w tył głowy, na co brat tylko oddał mu kuksańca w bok. Było to tak
tradycyjne zachowanie przy stole uczniów z domu Lwa, że nawet nikt
przez chwilę nie pomyślał, że pomiędzy rodzeństwem wywiąże
się kłótnia. Abigail tylko uśmiechnęła się do chłopców,
kiedy ci puścili jej jednocześnie oczko. Każdy zewnętrznym,
tak aby wyglądało to zabawniej. Lizzy Harper, która przechodziła
akurat obok zaśmiała się w głos z chłopców, ale ci nawet nie
zwrócili na nią uwagi, poświęcając ją kapitanowi Gryfonów –
Aaronowi, który akurat usiadł obok Abby. Chłopak był ewidentnie
lekko zdenerwowany.
-Earnshaw, znów
zajęła mi boisko dokładnie wtedy, kiedy miał być trening –
warknął.
Bliźniacy, jakby
czując jego zły humor, postanowili się nie odzywać w sprawie
quidditcha. Ab, nigdy nie potrafiła wyczuć tego momentu u Aarona, a
chłopcy jak na złość nie podpowiedzieli jej.
-I na kiedy
zamówiłeś? - zapytała.
-Na sobotę o
ósmej.
W drużynie domu
Lwa wybuchł jęk protestu. Sobota była uważana za dzień
odpoczynku, a ich kapitan nie miał serca chcąc budzić ich przed
ósmą.
-I jeszcze
powiedz, że znów zaczniemy od stu okrążeń wokół boiska.
Świetnie – humor Abigail, choć i tak niezbyt pozytywny, zepsuł
się do końca.
Aaron doskonale
wiedział, że Abigail każdy ranek przed śniadaniem spędzała poza
pokojem wspólnym Gryffindoru, choć nie wiedział gdzie dokładnie
przebywała. Miał jednak świadomość, że nienawidziła jak ktoś
jej zmienia plany. Ale w sprawie quidditcha był nieugięty.
-Znów coś ci
nie pasuję, Haggis. Wieczne fochy urządzasz – powiedział ostro.
-A ty znów nie
potrafisz zauważyć, że już dawno nauczyliśmy się latać,
Bilshwick.
-Dziewczyno, to
jest rozgrzewka. Wolisz robić mugolskie pompki?!
-Chociaż
poprawię siłę w rękach, a nie rozchoruje się od bezsensownego
latania wokół boiska w mroźny poranek!
Dwójka znajomych
kłóciła się w najlepsze, kiedy pałkarze siedzący dokładnie
naprzeciwko pary papugowali ich, wywołując śmiech wśród reszty
uczniów siedzących niedaleko. Ci jednak nie wiedzieli nic poza
swoimi rozwścieczonymi twarzami. Pewnie kłóciliby się tak w
nieskończoność, gdyby nie profesor McGonagall i jej pretensja w
głosie. Opiekunka nie chciała, aby cała szkoła znała taktykę
gry jej drużyny. A niestety mogło do tego dojść, gdyż coraz
więcej uczniów odwracało się w stronę Aarona i Abigail.
Dziewczyna, chcąc ochłonąć, wstała i wyszła z Wielkiej Sali
kierując się stronę biblioteki. Chciała znaleźć coś na temat
rozgrzewki przed treningami, aby udowodnić kapitanowi swoją rację.
Jej próby zawsze kończyły się fiaskiem, ale nigdy nie rezygnowała
z prób.
W listopadzie słońce szybko chowało się za horyzontem, zabierając ze sobą dobry humor Hogwartczyków. Mrok miał to do siebie, że budził w ludziach strach, dlatego mało ludzi chodziło po korytarzach, woląc pozostać w bezpiecznych i ciepłych pokojach wspólnych. Abigail nie należała do tych osób. Wracała lekko skruszona z biblioteki, gdzie nie znalazła zupełnie nic na udowodnienie swojej racji w sprawie treningów quidditcha. Wręcz przeciwnie, w jej ręce wpadła książka z której na pewno korzystał Aaron. Dziewczyna planowała przyznać się chłopakowi do błędu, ale przypominając sobie ostatnią lekcję eliksirów traciła do tego zapał. W końcu przez Aarona i jego nieudolność do tego przedmiotu miała zadaną dodatkową pracę domową. Nie licząc smrodu, jaki ciągnął się za nią przez parę godzin.
Ab musiała jednak przyznać, że czasem specjalnie wywoływała kłótnie z kapitanem drużyny. Dzięki nim zapominała o problemach, które coraz bardziej jej doskwierały. W czasie sprzeczki i długi czas po niej jej myśli kręciły się wokół Aarona i ripost, które mogła użyć, ale nie wpadła na nie wcześniej, czego bardzo żałowała.
Rechot żaby przestraszył dziewczynę i zaczęła się rozglądać wokół siebie, szukając źródła dźwięku. Szybkie zaklęcie Lumos i dobry wzrok pozwoliły jej odnaleźć Pianka, ropuchę Katie Timms. Gryfonka uśmiechnęła się i wyciągnęła dłoń, na którą zwierzę zgrabnie wskoczyło ponownie rechocząc.
-Witaj Marshmallow, gdzie zgubiłeś swoją wygadaną właścicielkę?
W odpowiedzi tylko wyciągnął swój długi język, aby złapać lecącą do wciąż zapalonej różdżki ćmę.
-Nox.
Teraz korytarz oświetlał tylko blask księżyca, wpadający przez gotyckie okna zamku. Abigail zawróciła w kierunku lochów, w których okolicy znajdowała się kuchnia. Wiedziała, że gdzieś w pobliżu jest również pokój wspólny Puchonów, dlatego tam postanowiła szukać Katie. Dziewczyna musiała popadać w obłęd, co robiła za każdym razem, gdy jej ropucha znikała. Czyli mniej więcej raz w tygodniu. Magiczne zwierzęta miały to do siebie, że lubiły chodzić własnymi ścieżkami. Nawet te małe płazy.
Korytarz w lochach był oświetlony starymi pochodniami, co dawało mu jeszcze bardziej mroczne zabarwienie. Każdy cień mógł być postacią, a każdy wiedział, że w ciemności zawsze czai się zło. Sama Abigail nie wiedziała czy idzie w dobrym kierunku, ponieważ nigdy w kuchni nie była. Żałowała, że nie zapytała o to Fentona i Waylanda, którzy zaopatrywali w kremowe piwo pokój wspólny Gryfonów po każdym meczu quidditcha. Idąc samotnie korytarzem w jej głowie znów pojawił się obraz ze wspomnień, którego wcale nie chciała pamiętać. Nie dało się jednak ukryć, że lochy Hogwartu wyglądały bardzo podobnie jak lochy w domu jej ojca. Tylko tu nie było kajdan na ścianach i mrocznego znaku, wypalonego magicznie na niskim suficie, który codziennie oglądała.
-Abby!- usłyszała za sobą, na co podskoczyła zaskoczona.
Katie zbiegła do niej ze schodów z prędkością światła. Zanim Haggis zdążyła się zorientować co się w ogóle dzieje, już była w ramionach Puchonki, która ściskała ją tak, jak tylko ona potrafiła. Ab, niezdarnie odwzajemniła uścisk, uwalniając rękę z ropuchą, która wydawała się już dusić.
-Wreszcie, rany, nawet nie wiesz ile musiałam go szukać, łażę w tą i z powrotem i dosłownie nigdzie go nie było. Patrzę, a on siedzi wygodnie w twoich rękach. Chodź tu, ty śluzowaty brzuszku ty!- wyrwała Pianka z rąk dziewczyny, na co ten zarechotał wesoło. -Dziękuję ci bardzo, że go znalazłaś i w ogóle. W sensie, proszę cię, szukam od... dawna, a ledwo przeszukałam trzy wieże i część błoni. Raju, ale ci dziękuję! Uratowałaś mu życie, daję słowo, umarłby beze mnie i to nie tylko z tęsknoty. Kochanie ty moje, ty!- zaczęła tarmosić zwierzaka za łapę, na co ten spojrzał na nią z wyrzutem. -Zwierzęta są koszmarnie nieodpowiedzialne, całe szczęście, że ty taka nie jesteś i go znalazłaś. Zaraz by pewnie uciekł do jeziora, ha, jeszcze czego, ropucha w jeziorze by żyła. On nawet przed wodą z kranu ucieka.
Dziewczyna spokojnie brnęła w swój dziękczynny monolog, którego Abigail słuchała już trochę uspokojona, lecz wciąż z szybko bijącym sercem. To nie miał być jednak koniec atrakcji na dzisiejszy wieczór.
Tym samym korytarzem, z zapaloną różdżką, zmierzał ktoś jeszcze. I nieuchronnie zbliżał się w kierunku dziewczyn, choć nie spodziewał się tu nikogo. Wychodząc zza rogu tylko uśmiechnął się pod nosem i cicho ruszył w ich kierunku.
Przerwanie wywodu na temat samotnego życia ropuchy było zaskakujące nie tylko z powodu, że zostało zatrzymane w połowie zdania, ale również dlatego że Puchonka zaczerwieniła się lekko i jej mina ewidentnie nie była przyjazna. Abby, odwróciła się i już wiedziała, co było tego przyczyną. W ich kierunku zmierzał Blaze Hathoway, co nie mogło oznaczać niczego dobrego. Obie uczennice wiedziały, że chłopak nie przejdzie obok nich bez słowa, a Gryfonka nawet na to liczyła.
-Abigail -powiedział tonem, który pamiętała z imprezy, -miło cię widzieć.
-Nie powiedziałabym, że miło, ale chyba mamy sobie coś do wyjaśnienia.
-Abby, wszystko w porządku? - zapytała zaskoczona Puchonka.
Pokiwała twierdząco głową, chociaż po jej minie można było poznać, że nie była tego taka pewna. W tym momencie nie była pewna niczego. Katie pożegnała się i skierowała się w kierunku schodów, co i raz odwracając się, jakby bała się o koleżankę.
I znów pojawiło się to napięcie, które towarzyszyło tej parze podczas wieczoru w Pokoju Życzeń. Ab delikatnie odwróciła się w kierunku Ślizgona, bojąc się jego bliskości, ale jednocześnie nie chcąc tego pokazać. Stał bardzo blisko, opierając się jedną ręką o ścianę tuż przy głowie Gryfonki. Ich twarze tylko dzieliła jego różdżka, z której jarzył się jasny płomień zaklęcia Lumos.
-Cóż za romantyczna sceneria -powiedział z szerokim uśmiechem, w którym jednak nie było ni cna romantyczności. - Chciałaś mi coś wyjaśnić, jak mniemam.
-Masz się za następce czarodziejskich technik, który jako jeden z niewielu może ją zgłębiać -zaczęła bez ogródek. -Dorastałeś wśród magii. Towarzyszyła ci ona każdego dnia. Dlaczego, powiedz mi, tak mało wiesz?
Nawet Abby zaskoczyła jej pewność siebie. Teraz jednak chciała mu pokazać, jak bardzo różni się od ludzi Czarnego Pana. W głębi serca chciała także, żeby on ją zrozumiał. Była to chęć tak głęboko ukryta, że siła z jaką wypłynęła na wierzch pobudziła Ab do działania. Blaze opuścił rękę, tracąc swoją twardość i w oczach pojawiło mu się niechciane zaciekawienie. Dziewczyna pokręciła głową, jakby ze smutku, co jeszcze bardziej wprawiło Blaze'a w osłupienie i kiedy skierowała się w górę schodów, poszedł za nią. Abigail wiedziała, że tak będzie.
-Patrzysz na wszystko z góry, nie pozwalając aby cokolwiek ci pokazano. Ty myślisz, że są ludźmi tylko ludzie, których ludźmi nazywać chcę twój świat. Lecz, jeśli rozejrzysz się wokoło, zobaczysz pełno radości wśród mugolaków i czarodziei półkrwi. Przypomnij sobie King Cross, który zbudowali mugole. Big Ben. London Eye. To nie sprzymierzeńcy Sam-Wiesz-Kogo to stworzyli. Czy wiesz czemu tak przeraża mnie sowia poczta każdego ranka? I dlaczego słyszysz szloch na korytarzach?
Dziewczyna oparła się o parapet i wpatrzyła się w mrok za oknem. Ona jednak widziała w tej ciemności coś więcej niż zwykły przechodzeń. Blaze niepewnie podszedł do niej i szukał na czym zawiesiła wzrok, lecz nic nie potrafił dostrzec.
-Idź do kuchni i porozmawiaj ze skrzatami domowymi jak z równymi sobie -powiedziała wprost. -Podejdź do Allison Reynolds i powiedz, że choć jest mugolką to równocześnie niesamowicie gra w quidditcha. Jesteś w stanie to zrobić?
Chłopak już chciał się gorzko zaśmiać z absurdalnych, według niego, pomysłów Abigail, ale ta położyła mu palec na ustach skutecznie go uciszając,
-Chcesz dołączyć do Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać i zdobyć świat – spuściła wzrok, pogrążając się w dziwnym letargu i milknąc na chwilę, -lecz to będzie tylko świat. Tylko świat, Blaze. Nie to co on może ci dać, jeśli będziesz starał się żyć z nim w zgodzie.
Wpatrywała się w niego oczami pełnymi tajemniczego błysku, którym chciała przebić mur wybudowany przez chłopaka. Ten jednak nie zdradzał swoich uczuć w żaden sposób. W głowie Abby pojawiło się pytanie, czy Hathoway ma jeszcze uczucia. Szukała ich w jego rozszerzonych źrenicach, ale nie potrafiła nic dostrzec.
Wracając do dormitorium marzyła tylko o głębokim śnie, w którym nie pojawi się żaden zwolennik Lorda Voldemorta. W tym samym momencie jego zwolennicy torturowali jej małą siostrę, która na własne oczy patrzyła na śmierć matki.
_________________________________
Stresuję się komentarzami chyba bardziej niż maturą.
Starałam się wspomnieć o wielu bohaterach, resztę proszę o wybaczenie.
Czekam z niecierpliwością na oceny i liczę, że się w miarę podobało.
W tytule specjalnie nie użyłam polskich znaków, dla estetyki.
Dobra, bo z tego stresu się zbytnio rozgadam.
Liczę tylko, że wywołałam w Was jakieś emocję, bo to jest najważniejsze :)
https://www.youtube.com/watch?v=7-2cn6Ez0IE ----> to pozwolę sobie wstawić na wstęp, bo ostatnie dialogi Abby do Blaze'a to Pocahontas jak znalazł! *^* *tak, w myślach słyszała głos Edyty Górniak czytając to* :v
OdpowiedzUsuńOdnośnie samego rozdziału - bardzo mi się podoba. Historia Abigail jest naprawdę smutna i dołująca, na swój sposób idealnie wpasowana w klimat opowiadania. Nie wychwyciłam raczej żadnych błędów, czytało się lekko i przyjemnie. A końcówka - bomba! Normalnie umrę z emocji czekając na ciąg dalszy oczami Abby. Biedna ona! ;______;
Dobry rozdział, kochana, oby tak dalej! *^*
Przyznaje się bez bicia, że ostatnio oglądałam z siostrzenicą i pozwoliłam sobie zapożyczyć zdanie: Ty myślisz, że są ludźmi tylko ludzie, których ludźmi nazywać chcę twój świat.
UsuńDziękuje za komentarz, nie liczy się długość :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńNo to teraz ja, zakochana jestem w pierwszej muzyce, uwielbiam sonatę księżycową! Wielki plus też za to, że użyłaś apostrofy, która nie zniszczyła klimatu, a wręcz przeciwnie, to naprawdę cos *^* super też za to, że wprowadziłaś takie ciekawe dialogi, przez co akcja była ciekawa i wciągająca.
OdpowiedzUsuńJesli chodzi o błędy, to faktycznie ich nie było, może z wyjątkiem kilku przecinków, ale jebac, przecinki to dupa :V
Niestety jako osoba szczera musze powiedzieć, że ostatnia część mnie nieco... Zasmuciła? Było tak pięknie, mrocznie, klimatycznie i nagle z Blazem zabrałaś Nas do świata bajki dla dzieci :( no, tak jak zauważyła Sumiko, to była jawna parafraza Kolorowego Wiatru i przez to klimat siadł nieco ;.; mimo, że zakończyłaś całość dość tragicznie...
Mimo wszystko pomogłaś mi zrozumieć Abi i juz wiem, że na 90% pojawi się w moim rozdziale, bo dostrzegam podobieństwo z Rissą ;)
Co do przecinków, interpunkcja nigdy nie była moją mocną stroną i stosuję taktykę na tzw. ,,czuja" :)
UsuńCo do ,,zabrania w świat bajki", to pozwolę sobie wyjaśnić, że nie wcale nie chciałam słodzić. Chociaż dzięki komentarzom i czytając to po raz setny zrozumiałam, że może i tak to wyglądało. Ale wydaje mi się również, że chyba bajka za głęboko w nas jest żebyśmy to zobaczyli inaczej :)
Dziękuję za komentarz :)
Wow, jestem pod wrażeniem pierwszego akapitu. Pozwoliłaś czytelnikom zrozumieć swoją postać, co jest bardzo ważne. Myślę, że mogę się przyczepić co do braku akapitów przed dialogami. Przez to rozmowa zlewa się z inną treścią i wygląda to po prostu niestetycznie. Miło mi, że wtrąciłaś chociaż wzmiankę o Liv, bo i tak w swoim rozdziale ujęłaś dużo postaci - za co ogromny plus. Spodobała mi się część z Blaze'm, chociaż muszę przyznać rację Deny, pod koniec trochę upadł klimat.
OdpowiedzUsuńAle czytało mi się naprawdę przyjemnie i nie wychwyciłam większych błędów. :3
W odpowiedzi do Deny zapomniałam się odnieść do tego pierwszego akapitu. Wielkie dzięki za pozytywy, bo ten fragment pisałam naprawdę dość długo :)
UsuńCo do braku akapitów przed dialogami to nie miałam w zwyczaju ich robić nigdy przedtem, chociaż nie wiem dlaczego :) Zmienię to.
Dzięki za komentarz :)
Tak mi rano dobrze szło z odpisywaniem na komentarze, ale musiałam sobie przerwać i do teraz nie miałam czasu na skomentowanie porządne twojego rozdziału. Hańba x.x
OdpowiedzUsuńPrzede wszystkim (może nie tak że przede wszystkim, po prostu chodzi o pierwszy akapit xD), powaliłaś mnie na kolana tym wstępem. Ten opis jest jakiś taki... pourywany, ale składny. Budził we mnie sprzeczne emocje, ale to było wspaniałe. Mroczny, powodujący ciary, w ogóle strasznie mocno grający na emocjach. Brawo, naprawdę świetne wejście w temat c: Już nie wspominając o tym, że Sonata Księżycowa wpasowała się w klimat lepiej niż dobrze.
Muszę to napisać, wiem że to okropne ale muszę ;-; uwielbiam jak kreujesz Blaze'a! I cieszyłam się jak debilka, że przypadła mu w udziale taka lwia część posta i w ogóle akcji w tym rozdziale! *Q* Świetnie pokazałaś to, jak między nimi przeskakują iskry, jak brakuje tylko małego płomienia żeby wybuchnął ogień, to jest jakieś takie... Wiem, że to nie miało takiego sensu, ale strasznie erotyczne mi się wydawało xD *moja chora psychika, mam swoje własne postrzeganie rzeczywistości jak sobie coś umyślę*
Miałam co prawda spoilera, bo przeczytałam posta Sumiko zanim przeczytałam rozdział więc już wiedziałam że na końcu będzie Blaze, ale czekałam na to i nie zawiodłam się. Znowu to uczucie, ta niby-romantyczna sceneria, jak pięknie zniszczona XD
Abby i Blaze mają przed sobą chyba długą drogę, albo się nigdy nie dogadają :d ale sądzę że tym razem to ona zostawiła jemu mętlik w głowie ;p
No i jeszcze, co to ma być za ostatnie zdanie? Co, ja się pytam? ;___; zostawiłaś ten rozdział tak zamknięty, że właściwie otwarty (fuck logic XD), teraz nie wiadomo tak naprawdę co się będzie dalej działo i nie mogę się doczekać ;-;
Kawał świetnej roboty, gratulacje < 3
Pikantna relacja pomiędzy Abby a Blazem??? Hmm... To mogłoby być naprawdę interesujące. Podoba mi się :D
UsuńCo do otwartego zakończenie. Wybaczcie, ale musiałam :) Zwolennicy Voldka, możecie zrobić z tego jakąś krwawą historyjkę.
Dziękuje :)
No więc tak: Nie będę się rozpisywać nad plusami i minusami, ponieważ dziewczyny powyżej już to doskonale opisały ^^
OdpowiedzUsuńChciałam tylko skomentować wspomnienie o Aaronie. Podobają mi się kłótnie, nie wiem dlaczego xD W ich wykonaniu musi do czegoś dojść :3 Nie żeby coś. Z tym że on nie zareagowałby od razu tak ostro. Pewnie zażartowałby ,,Dla Ciebie może być trzysta okrążeń, jeśli masz ochotę'', a potem dopiero wspomniałby o ludzkich pompkach. Załóżmy jednak, że miał zły dzień i powiedział w ten sposób, aby już nie zmieniać.
Pałkarze są świetni ;D Polać im.
Ogólnie o poście: podoba mi się. Miło się czytało, choć mogłoby być jakieś wcięcie w akapicie. Czekam na następny <3
Następnym razem wezmę pod uwagę Twoją podpowiedź w sprawie zachowania Aarona. :)
UsuńTo jak wszyscy to wszyscy, ja też dodam: Abi, na przyszłość pamiętaj o akapitach, tragicznie tekst wygląda, kiedy ich nie ma, tak jakoś niechlujnie, chociaż treść temu jasno przeczy. Taka mała rzecz, a jednak ważna, przynajmniej w oczach wzrokowca ;-;
OdpowiedzUsuńPrzyjemnie mi się czytało, długość również była bardziej niż zadowalająca, poza tym stało się nic i dużo na raz. Nie miałam wrażenia, że przesycasz nas treścią czy może jakimś patetyzmem... No, nie do końca. Muszę przyznać, że Blaze wydawał mi się jakiś mało Blaze'owaty, a to zapewne dlatego, że mam o nim własne wyobrażenie - skoro Maryście się podoba to być może nie mam prawa tego pisać, ale jednak. Coś mi przeszkadzało w jego kreacji, bez obrazy oczywiście, to tylko moje subiektywne zdanie ;)
Poza tym styl masz świetny, nie męczący, a to wszystko plusy są xD Sprawiłaś ogólnie, że mam ochotę coś pisać, to jest nie lada wyczyn. Muszę przyznać że pomimo tych minusów, o których wspomniałam, to czytałabym jeszcze i czekam na kolejny rozdział niecierpliwie :v
♥
"Maryście"
UsuńMasz coś do tego :v
Koleś no literówka, takie mamy imie, taki klimat .-.
UsuńPrzepraszam, że tak późno D:
OdpowiedzUsuńJako, że wszystko co było do powiedzenia zostało powiedziane to chciałam jedynie dodać, że bardzo, ale to bardzo spodobał mi się pierwszy akapit. Byłam pod wielkim wrażeniem, bardzo się wczułam.
I chciałam ci jeszcze podziękować za wzmiankę o Leili, nawet nie wiesz jak się ucieszyłam <3
Już nie mogę się doczekać twoich przyszłych postów ;*