czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 5: Brzemię przeszłości

     muzyka
     Majestatyczne mury Hogwartu już od kilku dni obmywał deszcz, w zakamarki i szczeliny wkradał się wyjący wiatr. Ciemne chmury kłębiły się na niebie nieubłaganie, nie przepuszczając chociażby odrobiny słonecznego blasku. Ta ponura sceneria zdawała się być odzwierciedleniem wydarzeń, które wstrząsnęły światem uczniów, nie tylko tym magicznym. Morderstwa mugoli, zaginięcia, ranni aurorzy. Pożary, bójki, tortury. Deszcz symbolizował łzy rozpaczy i beznadziei, które przelano po utracie ukochanych osób. Wiatr zdawał się jeszcze długo nieść za sobą krzyk cierpiących, i być może ich ostatnie słowa, które przepadły na wieki. Mogłoby się zdawać, że znikąd nie ma pomocy, że poplecznicy Czarnego Pana wiodą prym i górują nad resztą społeczeństwa, głosząc własną sprawiedliwość.
     Tak brzmiała okrutna prawda. Tak wyglądało życie w tych czasach.
     Nie było miejsca na złudne nadzieje. Nawet w myślach nikt już nie okłamywał sam siebie, że nie jest otoczony przez wojnę. Jedynym bezpiecznym miejscem - a raczej jednym z niewielu, bo można je było policzyć na palcach jednej ręki - był właśnie Hogwart. Stary, okryty blaskiem chwały instytut magii i czarodziejstwa, który wykształcił wielu wybitnych obywateli świata czarodziejskiego. Ale nie tylko. Przecież w tych samych klasach uczył się Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Chodził tymi samymi korytarzami, czytał te same książki. On również otaczał się ludźmi, chociaż w jego przypadku nie chodziło o więzy przyjaźni. Te myśli nie mogły przestać prześladować Aurory, były niczym refren dawno zapomnianej piosenki, o której umysł przypomniał sobie po latach - on też był kiedyś taki, jak my. Gdy patrzyła na twarze przyjaciół, nie mogła powstrzymać ogarniającego ją lęku. Uśmiechała się więc, żartowała, spędzała czas z tymi, których kochała. Wszystko po to, by oszukać swoje serce i przestać powtarzać to jedno, jedyne pytanie, które wracało do niej każdego wieczoru, gdy była już sama.
      Kogo jeszcze mi odbiorą?


                                                                                                                                                    muzyka

     Tego ranka obudziła się wcześniej od swoich współlokatorek. Minęła dobra chwila, nim ostatecznie dźwignęła się z łóżka i przetarła oczy, odganiając resztki snu z powiek. Zerknęła w stronę okna i drgnęła mimowolnie, przytłoczona okropną pogodą. Miała ochotę wrócić pod kołdrę i wyjść dopiero wtedy, gdy pogoda się poprawi. Nienawidziła później jesieni, z całego serca kochając zimę i śnieg. Z pełnym rezygnacji westchnieniem skierowała kroki do łazienki, by zając się codzienną toaletą; a gdy była już gotowa, po chichutku zeszła na dół, do pokoju wspólnego. O tej porze Krukoni przeważnie jeszcze spali, więc nie spodziewała się spotkać kogokolwiek. Zatrzymała się na wysokości kilku ostatnich stopni w momencie, gdy zauważyła przy oknie znajomą sylwetkę. Ian był sam; siedział na szerokim parapecie, patrząc w dal nieco nieobecnym spojrzeniem. Widziała, jak bardzo był spięty, niemal poddenerwowany - w ogóle nie zwrócił uwagi na pojawienie się blondynki.
     Nie wiedziała czemu, ale zapragnęła nagle odwrócić się i odejść, zostawiając go sam na sam z myślami. Przed oczyma mignęła jej scena, która wydarzyła się tak niedawno - mnóstwo sów, fala ponurych wiadomości, płacz uczniów. Ale przede wszystkim, wyraz jego twarzy w tej właśnie chwili, błysk podekscytowania w jego jasnozielonych oczach. Wiedziała, że coś jest nie tak, ale bała się poruszyć temat, który w ogóle nie powinien istnieć. Nie potrafiła pojąć tego, że Ian rozważa - być może - dołączenie do armii Czarnego Pana, co napawało ją ogromnym przerażeniem.
     Kogo jeszcze mi odbiorą?
     Przywołała na twarz pogodny uśmiech i nie wahając się dłużej, zeskoczyła z ostatnich stopni, by zwrócić na siebie uwagę. Chłopak drgnął i wyrwany z zamyślenia, od razu skupił uwagę na blondynce.
    - A ty co tak wcześnie na nogach? - zagadnął pośpiesznie, chcąc ukryć własne zaskoczenie. Z pełną obojętności miną wstał, przeciągając się leniwie.
     - Mogłabym zapytać o to samo - minęła przyjaciela i podeszła do jednego ze stolików, zbierając z niego książki. Zaczęła układać je z powrotem na półkach, kątem oka zerkając na Ramsaya. Zapadła między nimi niezręczna cisza. Dziewczyna spięła się nieco i zbierając odwagę, postanowiła zacząć temat tamtego dnia, zapytać go o śmierciożerców. Cicho, ostrożnie, delikatnie.
    - Słuchaj, Ray... - dalsze zdanie umknęło w powietrzu, rozproszone przez głośne "cześć wam!", wykrzyknięte ochoczo przez Ezrę. Wraz z nim do pokoju wspólnego przybyło jeszcze kilka osób. I chociaż Aurora uwielbiała Bennetta, to w tym momencie miała przeogromną ochotę, by walnąć go w głowę wyjątkowo ciężkim tomem. Być może takim, który prawił o zasadach dobrego wychowania i takcie, których Krukon ewidentnie nie posiadał.
    - Pogadamy później, Aurie - rzucił Ian na odchodnym, z ulgą wypisaną na twarzy kierując się do wyjścia. Blondynka odprowadziła go zrezygnowanym spojrzeniem.
     - Przeszkodziłem w czymś? - Ezra najwidoczniej w końcu zdał sobie sprawę, że przerwał rozmowę tej dwójki. Middleton pokręciła głową i podeszła do pierwszoklasistów, by przypomnieć im o zostawianiu porządku w pokoju wspólnym. Schodziło się coraz więcej uczniów, gotowych udać się na śniadanie w Wielkiej Sali i rozpocząć nowy dzień nauki w niezwykłej szkole. Po pewnym czasie na dół zeszła również Laurissa, najwyraźniej nie w humorze.
     - Znowu będziemy trenować w deszczu, niech to szlag - tymi słowami przywitała znajomych, kręcąc głową na paskudną pogodę za oknem. Ezra, któremu Rissa się nawet podobała("Gdyby tylko uśmiechała się częściej!"), zrobił kilka kroków w stronę wyjścia. Znów chciał wymigać się z treningu. Aurora zerknęła na niego, unosząc brwi. "Nie licz na to", szepnęła w jego stronę, bez trudu odczytując intencję kolegi. Earnshaw, zajęta chwilowo rozmową z podekscytowaną tym faktem Sheilą, odwróciła się jak na komendę.
     - Bennett, a ty dokąd?! Musimy omówić nową strategię jeszcze przed śniadaniem, musicie się przygotować, zapamiętać wszystko i jeszcze później wcielić w życie na boisku. Nawet nie waż się wychodzić, inaczej zrobisz dodatkowe kółka na boisku - kilka osób zaśmiało się na te słowa, a Aurorze od razu poprawił się humor. Rissa mrugnęła porozumiewawczo do Aurie, podczas gdy Ezra zbliżył się do okna ze zrezygnowanym "otwieram i skaczę, Earnshaw", co wywołało kolejną salwę śmiechu. Middleton śmiała się wraz z innymi, chociaż na chwilę zapominając o tym, co ją dręczyło.

                                                                                                                                                      muzyka

     Godziny mijały niepostrzeżenie. Śniadanie odbyło się w zaskakująco lekkiej i przyjemnej atmosferze, której głównym prowodyrem był oczywiście Bennett. Ray spóźnił się, od razu siadając gdzieś przy końcu stołu; zaledwie chwilę później do sali wkroczyli bracia Lestrange. Przypadek? Dziewczyna dodała to sporej listy argumentów, którymi miała zamiar zasypać Ramsaya - gdy nadarzy się okazja, tak sobie obiecała. Pierwszymi zajęciami były dzisiaj dwie godziny Obrony przed Czarną Magią, na które wszystkie uczennice szły z ochotą, by móc nacieszyć wzrok przystojnym profesorem Hume'em. Krukoni i Gryfoni szli więc ramię w ramię na lekcję, nieustannie wymieniając się najświeższymi informacjami i ploteczkami. Energia uszła z grupy w momencie, gdy wkroczyli do środka - dzisiaj Desmond bynajmniej nie przypominał dobrego kolegi każdego z podopiecznych. Był blady i jakby spięty, tym bardziej, że po chwili do klasy wkroczyła profesor McGonagall. Ona również nie wyglądała najlepiej. Rozejrzała się po sali, a gdy jej wzrok spoczął na dziewczynie z jej domu, odezwała się:
     - Abigail, zabierz swoje rzeczy i chodź ze mną.
     Głowy wszystkich jak na rozkaz odwróciły się w stronę zaskoczonej Gryfonki. Na krótki moment oczy Aurory i Abigail się spotkały; Krukonka wychwyciła w jej spojrzeniu ukrywany strach. Ciemnowłosa spakowała torbę i wstała, dumnie wyprostowana zmierzając do opiekunki swego domu. Zdradzały ją jedynie drżące dłonie, na które nie zwrócił uwagi nikt poza Aurorą. To wszystko trwało minutę, może dwie, ale zdawało się ciągnąć przez wieczność. To na pewno nie były dobre wiadomości.
     - Dobra, wracamy do zajęć. Otwórzcie podręczniki na stronę osiemdziesiątą trzecią, dzisiaj przechodzimy do teorii - profesor Hume klasnął w dłonie, by uciszyć klasę. Uczniowie, poruszeni wydarzeniem sprzed chwili, natychmiast umilkli i wrócili do książek. Middleton nie mogła skupić się na czytanym tekście, raz po raz patrząc na tą samą linijkę. Z resztą, nie tylko ona miała z tym trudności, gdyż po chwili szmer rozmów znów objął salę. Na nic zdały się tutaj usilne starania profesora, by młodzież skupiła się na zajęciach - w końcu mężczyzna odpuścił, za karę jednak zadając olbrzymią pracę domową.
     Wbrew okropnej ulewie, Aurora udała się na błonia, by stawić się na zajęciach z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Była przemoczona do suchej nitki, gdy w końcu zjawił się profesor Kettleburn z kilkoma uczniami domu Borsuka. Zajęcia przeniesiono do cieplarni, korzystając wyjątkowo z momentu, w którym była wolna. Uczniowie wysuszyli ubrania za pomocą prostych zaklęć i zabrali się do szkicu memortka, który swobodnie przysiadał na poszczególnych roślinach w milczeniu. Aurie usiadła pomiędzy Katie Timms a Mykewem Oswaldem.
     - Słyszałam, że na waszą lekcję przyszła McGonagall i zabrała Abigail Haggis. Później w ogóle nie pojawiła się na zajęciach - zaczęła Katie ze zmartwieniem i rozejrzała się uważnie po cieplarni, słysząc gdzieś w oddali rechot żaby.
     - Wiadomo coś? - zapytał szybko Mykew, zaraz też pochylając się nad rysunkiem w udawanym skupieniu. Aurora zaczęła kreślić ołówkiem jakieś wzorki na pergaminie.
     - Nikt nic nie mówił - powiedziała tylko, nie chcąc o tym rozmawiać; ale dwójka Puchonów pociągnęła temat dalej, spekulując na temat udziału popleczników Czarnego Pana w jakiejś okropnej sytuacji. Po chwili jednak i oni zaprzestali rozmów, gdy profesor Kettleburn oznajmił sucho, że nie przyjmie rysunków od tych, którzy wiecznie gadają i nie potrafią się skupić. Reszta zajęć minęła w milczeniu, a każdy był pochłonięty przez własne myśli.

                                                                                                                                                 muzyka

     Po kolacji w pokoju wspólnym Krukonów zebrało się wielu uczniów, którzy kończyli zadania domowe lub uczyli się w towarzystwie przyjaciół. Dla Aurory powoli nadchodziła pora, podczas której musiała patrolować korytarze - włóczenie się po szkole w godzinach późnego wieczoru było surowo zabronione.
     - Idę już, chciałam jeszcze zajrzeć do biblioteki - poinformowała Rissę, wstając z miękkiego fotela i odkładając na stolik książkę z transmutacji. Earnshaw podniosła na moment głowę znad pisanej pracy domowej z Historii Magii.
     - Poczekam tu aż wrócisz, pogadamy jeszcze - odpowiedziała blondynka, na powrót skupiając się na zadaniu. Middleton opuściła Pokój Wspólny i skierowała kroki na piąte piętro, wybierając specjalnie dłuższą drogę i rozglądając się czujnie. Nic nie zakłócało ciszy, nic poza kroplami deszczu nieustannie atakującymi szyby. Postacie na portretach zapadły już dawno w spokojny sen; nieliczne obserwowały spokojny krok blondynki. Gdy Krukonka dotarła na miejsce, pani Connelly właśnie wychodziła, trzymając w dłoni całkiem spory album.
    - Cieszę się, że zdążyłaś - odezwała się ciepło do Aurory, wręczając jej przedmiot. Już wcześniej Aurie poprosiła kobietę o wyszukanie albumu ze zdjęciami drużyn quidditcha i perfektów z lat młodości jej rodziców. Chciała coś sprawdzić. Dziewczyna podziękowała, wracając do patrolowania korytarzy. Otworzyła zbiór, szukając odpowiedniego rocznika; co jakiś czas rozglądała się, lecz jej uwaga rozproszyła się. W końcu odnalazła to, czego szukała - drużyna quidditcha, Slytherin. Przystanęła, gdy ujrzała zdjęcie ojca w młodości. Widziała wiele jego zdjęć i pamiątek, które przechowywała matka, więc dlaczego poczuła się tak, jakby ktoś uderzył ją w brzuch? Może chodziło o spojrzenie tego mężczyzny na zdjęciu, lodowate i pełne wyższości. Cwaniacki uśmiech rozświetlał jego twarz, nadając jej niebezpieczny wyraz. Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że Frederick Shaw był w domu Węża, że po szkole odrzucił zarówno rodzinę, jak i przyjaciół czy nawet nazwisko na rzecz mugolki - ale matka zawsze rysowała go w najjaśniejszych barwach. Robili to z resztą wszyscy wokół, od lat wpajając Middleton jedno - twój ojciec był bohaterem. Tutaj jednak widziała tylko Ślizgona, do szpiku kości przesiąkniętego ideologią, którą głosił najpotężniejszy czarnoksiężnik wszech czasów.
     - Zgubiłaś się, Middleton? - rozbawiony, nieprzyjemny głos wyrwał ją z zamyślenia. Momentalnie stanęła prosto, patrząc na Rudolfa Lestrange w towarzystwie Blaze'a, Evelyn, Alexis i Rabastana. Spięła się, lecz nie chciała dać po sobie poznać zdenerwowania.
     - Nie powinno was tutaj być. Wracajcie do dormitorium - odpowiedziała chłodno, co wszyscy skwitowali śmiechem.
     - A kim ty jesteś, żeby NAM rozkazywać? - zapytał Rabastan, natychmiast poparty przez resztę grupy.
     - Szlama, cholerna zdrajczyni krwi - zaszydziła Alexis, patrząc na Krukonkę z pogardą.
     - Ty powinnaś wracać tam, skąd przyszłaś - dodała Liv z niechęcią, chociaż może bez większej wrogości. Zbyt dużo łączyło te dwie dziewczyny, by mowa była o nienawiści.
     W takich momentach nigdy nie miała dobrej odpowiedzi, więc milczała. Ponowiła swoją prośbę o powrót do dormitorium, zupełnie jakby nie słyszała pogardliwych komentarzy. Alex zerknęła na Blaze'a, który również nie szczędził złośliwych uwag. Było to wyraźne spojrzenie, niema prośba o działanie. Sekundę później blondyn znalazł się przy drobnej dziewczynie.
     - Nie słyszysz co się do ciebie mówi, idiotko? Zjeżdżaj stąd - jednym ruchem dłoni wytrącił z rąk blondynki album; zdjęcia posypały się na posadzkę. Aurora cofnęła się, czując ukłucie strachu.
     - Powiedziałam, że...
     - Nie obchodzi mnie to!
Hathoway sięgnął po różdżkę, zachęcony okrzykami przyjaciół. Aurora zrobiła to samo.
    - Blaze, nie przesadzaj! Odpuść! - zaczęła Liv, lecz w tym momencie Ślizgon uniósł różdżkę, a Middleton natychmiast zareagowała.
     - Protego! - zaklęcie utworzyło niewidoczną tarczę, której siła omal nie zwaliła z nóg ucznia Slytherinu. Zanim którekolwiek z nich coś zrobiło, na korytarzu pojawiła się profesor Northman.
    - Co się tutaj dzieje?! - zagrzmiała, obejmując wzrokiem całą sytuację. - Pojedynkowanie się na korytarzach jest surowo zabronione, o czym doskonale wiecie! Middleton, Hathoway, Ravenclaw i Slytherin tracą po dwadzieścia punktów. Poza tym chcę widzieć waszą dwójkę w sobotę w moim gabinecie, gdzie odbędziecie karę za ten incydent. Rozejść się!
     Z tą kobietą nie było żartów, o czym Aurora wiedziała od dawna - poczuła, że robi jej się niedobrze z nerwów. Blaze zaklął pod nosem, jeszcze bardziej rozwścieczony, lecz Liv chwyciła go zdecydowanie pod ramię i pociągnęła za sobą. Alexis cofnęła się na chwilę, zbliżając się do blondynki.
     - Jeśli jeszcze raz podniesiesz różdżkę na kogoś z nas - zaczęła szeptem, niemal przyjaźnie; lecz była to groźba, lodowate ostrzeżenie - to zabiję cię równo z momentem, w którym opuścimy mury szkoły.
     Rudowłosa odwróciła się, pełna satysfakcji, i odeszła. Aurora jeszcze dobrą chwilę stała samotnie na korytarzu, próbując uspokoić mocno bijące z nerwów serce. Niespodziewanie, poza przejmującym i paraliżującym lękiem poczuła coś jeszcze - wolę walki. Wypełniło ją poczucie niezrozumiałej siły, którą być może chowała w sobie od dawna. Być może dlatego, że groźba była skierowana tylko do niej, nikogo więcej. I wiedziała już, że -
     Nikogo mi nie odbiorą, bo na to nie pozwolę.


_______________________________________
W końcu dodaję i mam wielką tremę normalnie ;-;
Życzę miłego czytania i przepraszam już za błędy, które mogą wystąpić.
Mam nadzieję, że czytanie sprawi Wam przyjemność i wzbudzi emocje. *^*
PS: Coś nie chcą mi się przestawić linki z muzyką, przepraszam za to niezmiernie. ;-;

15 komentarzy:

  1. Chuck Bass "nawet" na mnie leci - to jak wygrać z rakiem :v

    Dobrze, zatem przystępuję do komentowania:
    Nie nazywałabym się Denerys, gdyby pierwsza muzyka nie przypadła mi do gustu, nie byłabym też szczera, gdybym nie powiedziała, że kolejna również mnie urzekła. W dodatku nie spoczęłaś na dwóch melodiach - czuję wyzwanie, a wiem, że z gustem muzycznym jest różnie i sama się tego obawiam, nie mniej jednak u ciebie oprawa dźwiękowa zaspokoiła apetyt moich uszu.
    Cieszę się, że znalazło się tam miejsce dla Rissy, może nie była to rola jej życia, nie mniej jednak podoba mi się, jak ją opisałaś. Łatwe to nie jest, bo tak naprawdę nikt jeszcze nie zna kreacji mojej postaci, jaką sobie założyłam, więc brawo. To takie połączenie człowieka chłodnego z buńczucznym, ty przedstawiłaś bardziej tą drugą cechę, ale w zestawieniu z planowaniem treningów było to jak najbardziej na miejscu.
    Pozwól jeszcze, że wyrażę się na temat ostatniej sceny. Nie mogę narzekać, bo praktycznie identyczną już sobie zaplanowałam, ty złodzieju podły :v Oczywiście co do złodziejstwa to żart, chociaż faktycznie pomysł miałam bardzo podobny i teraz będę musiała go zmodyfikować. Nie mniej jednak podoba mi się Twoja kreacja Blaze'a! Wraca mensz (inny mensz będzie zazdrosny (tak, zbieram menszów i koty(nie, nie jestem starą panną(tak, przesadzam z informacjami w nawiasach)))) od którego ma się gęsią skórkę i wrażenie, że wieje wietrzyk grozy @A@ Pięknie zbudowane napięcie, ależ mnie ten blondyn wkurwia, no Rissa to nie tarczy by użyła, albo przynajmniej wbiła mu różdżkę w oko. No i jak już jestem przy tym porównaniu, to kolejna pochwała, za niesamowitą świadomość własnej postaci. Czasem są takie chwile, kiedy chce się zrobić z własnego charakteru większego kozaka, niż jest w rzeczywistości - byłam pewna, że Aurora zaraz zacznie odstawiać King Kong'a, a tu nic z tych rzeczy! Naprawdę, za Twoją konsekwencję masz wielki plus, bo prawda jest taka, że dzięki temu ja sama, jak i zapewne inni będą mieli większą świadomość tego, jak kierować Twoją postacią.
    Ostatecznie, aby nie było za słodko, bo nie może być. Lubię w końcu mówić o sobie, że jestem krytykiem, więc pozwól mi na drobne uwagi, bo na większe niestety nie mogę sobie pozwolić. Było kilka literówek, drobnych błędów z końcówkami i to, co faktycznie ja bym poprawiła to użycie myślników zamiennie z przecinkami. Nie wszędzie! Sama bardzo lubię stosować myślniki, ale szczególnie w tym wstępie, ja uważam, że przecinki byłyby tam bardziej na miejscu ;)

    To tyle z mojej strony *^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bass the healer B) A tak serio, to nie wiedziałam, czy wolno mi pokusić się o stwierdzenie, że BARDZO leci, także...no XD Ale jak chcesz go wykorzystać to się nie krępuj */////*
      Na początku chcę podziękować za ten spory i szczery komentarz, Twoje słowa podniosły mnie na duchu i dały wiarę, że może nie jest tak źle z tym postem. Co do muzyki - jestem Januszem Niezdecydowania i stąd aż 4 utwory, bo każdą z części tego rozdziału pisałam właśnie do danej XD Ale dobrze, że trafiłam w gust, bo to jednak ciężko wszystkim dogodzić.
      Kreacja Rissy w tym rozdziale, szczerze mówiąc, spędzała mi sen z powiek ._. Sama trafnie stwierdziłaś, że nie widzieliśmy jeszcze Laurissy Twoimi oczami, co z pewnością utrudnia sprawę. Ale nie mogło jej zabraknąć, skoro jest najlepszą przyjaciółką Aurory - dlatego poszłam trochę "na żywioł" z jej opisem, i czuję ulgę, że ujęłam poprawnie chociaż jedną część jej charakteru. ^^
      Hahaha, impossibru, że pomysł ten sam! XD Wydało się ._. *haker lvl: 90000* Rzecz jasna suchar to był, ale zbieg okoliczności niezły XD I będę czekała niecierpliwie na Twoją konfrontację ze Ślizgonami. I naprawdę chcę przeczytać o tym, jak Rissa wkłada różdżkę w cudze oko XD I dziękuję, Blaze to też wyzwanie... jak każda postać poza moją nie ;-; Zwykle mam problem z tym, bo mam ochotę zakozaczyć momentami, ale się powstrzymałam, chociaż przyznam bez bicia, że dwukrotnie zmieniałam te ostatnie zdania. xD
      A te myślniki to mój odwieczny problem, ja tak je lubię i nie znam umiaru, serio ;-; Ale dziękuję, że zwróciłaś na to uwagę - następnym razem postaram się zmniejszyć ich ilość (a użyła znowu tutaj, bo czemu nie, uzależnienie) *^*
      Jeszcze raz dziękuję pięknie za opinię! *^*

      Usuń
  2. Blaze to taki Bad Boy .3. widzę że wszyscy chcą go użyć do zastraszania, no pięknie, pięknie, wpakowałam się i mam za swoje za taką chamską postać XD
    Ale co do rozdziału, bo oczywiście nie mogę się emocjonować tylko swoją postacią no nie. Jakoś tak dużo rzeczy się stało w tym rozdziale, co chwila zmiana muzyki (muzykę dałaś świetną, Dream - kocham to ziomuś ;-; ) i to spowodowało, że ani przez chwilę nie było nudno. Ładnie użyłaś takiego "wracacza", że tak powiem, spięcia rozdziału tym jednym pytaniem i w końcu odpowiedzią. No, to było naprawdę super, lubię takie wstawki, że widać jak rozdział jest pisany z pomysłem i głównym wątkiem przeplatającym się z innymi codziennymi sprawami, a nie o byle czym.
    Dialogi były bardzo naturalne i dobrze wkomponowane, pasujące do postaci które te kwestie wypowiadały, a jeśli mam na coś narzekać, to tylko na to, że mało było opisów przeżyć wewnętrznych Aurory :c takie odniosłam wrażenie, oczywiście nie jest dobrze też pisać tylko o swojej postaci, ale w końcu to o niej jest rozdział c:
    Generalnie wyszło ci to naprawdę świetnie, miło się czytało i było dobrym oderwaniem się od rzeczywistości. Czekam na ciąg dalszy, na to jak pokażesz jej wewnętrzną siłę, którą w sobie znalazła! (nawiasem mówiąc, uwielbiam tą końcówkę, to zdanie o sile, no uwielbiam ♥) Gratulacje ;3;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blaze to pierwszy hooligan tej szkoły nie B) Najlepiej *^*
      Jak to nie? Możesz, możesz. Popiszmy jeszcze o jego zajebistości, zasługuje na to *////* Ale dobra, już tak bardziej serio - to tak mega dobrze mi się czytało Twój komentarz Ty dobry ziomku mój! ;-; Cieszę się bardzo, że muzyka przypadła Ci do gustu ("Dream" bardzo, wczoraj znalezione i zaraz podesłane, cudownie mieć ten sam gust muzyczny *////*), taki był cel, by nadawała ona specyficznego posmaku dla każdego rozdziału ; ) I kurdebele - DZIĘKUJĘ, że zwróciłaś na to uwagę *////* Ja uwielbiam takie coś robić ("wracacz" - ładnie ujęte, good job), i pękam z dumy, że docieniony ten zabieg został *^*
      A jeśli chodzi o te opisy przeżyć - to albo piszę ich za dużo, albo za mało XD Starałam się tutaj wyrównać troszkę tą skalę, no, ale może następnym razem pójdzie lepiej ;-; Dzięki, że zwróciłaś na to uwagę, zapamiętam. <3
      Dziękujędziękujędziękuję! ♥

      Usuń
  3. Ja zacznę od końca, bo dlaczego by nie B)
    Widzę że plany robicie sobie na ostre konfrontacje, to z pewnością dobrze, bo zawsze lepiej żeby coś się działo, jakaś rozróba, gangi Borsuka się zaczno tworzyć, ale ja za takimi akcjami nie przepadam. Nie mam pojęcia dlaczego, ale po prostu tak jest i tyle, nie mogę skłamać ;.; W związku z tym jak dla mnie ostatnia część posta była najsłabsza (chociaż nawet nie pomijając tego, że dobrze, że nie wypchnęłaś swojej postaci na bohatera narodowego, to plusik xD). Reszta za to, hoho, jest co poczytać *v* Co prawda czytałam w nocy na telefonie, więc nie mogłam włączyć sobie muzyki, ja przegryw, ale co poradzić - myślę że bez niej też da się zbudować doskonały klimat.
    A jednak, teraz jeszcze o plusach, bo czuję że zaczęłam zbyt negatywnie - wplotłaś mnóstwo postaci i to jest bardzo dobre, poza tym dialogi niewymuszone, czytało się łatwo i przyjemnie. Styl masz bardzo dobry i wiesz o tym, chociaż nie przyznajesz się na głos ;.; Z tym, że trzecia osoba jest zupełnie inna niż pierwsza i... (wiem, wytykam coś, co pewnie jest moją główną kulą u nogi, ale skoro już zauważyłam...) i czasem jednak czuć, jakbyś pisała w pierwszej, to chyba przez zbytnie skoncentrowanie uwagi narratora wszechwiedzącego tylko na Aurorze. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, jak ciężko jest przedstawić innego bohatera, kiedy się go nie zna, no ale... Takie tylko miałam wrażenie ;.;
    Jednocześnie mam wrażenie, że Aurora to miła dziewczyna, czyli dokładnie taka, jaką sobie ją wyobrażałam i myślę, że nawet że pomimo nie umie o swoje walczyć, to z pewnością da się ją polubić :) Na koniec szybka adnotacja o Ianie - jaram się, wiadomo, bo tak fajnie mi o nim czytać xD Poza tym przestawiłaś go skrupulatnie i w przemyślany sposób, zajął całkiem dużo miejsca, no po prostu jestem w niebie *////* Obyś więcej miała okazję o nim pisać XD
    No, bo czuję że napisałam aż za dużo, nie wiem czy ten komentarz za długi mi niechcący ie wyjdzie ;.; (tak to już jest, czasem nie mogę kilku słów złożyć, a czasem piszę tak długo... i bez sensu XD). Zatem: good job, bro, oby tak dalej ♥
    Jak sobie przypomnę coś jeszcze to będę pisać nie ;.;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacząć od końca - bo od początku jest zbyt mainstreamowe B)
      Spoko, rozumiem, że takowe akcje nie do każdego trafiają - ja osobiście bardzo lubię jakie motywy i uznałam, że nie może go tutaj zabraknąć. : D A muzykę to polecam swoją drogą, pisałam do tych kawałków i było na prawdę fajnie. *^*
      Mówisz, że zbytnio się na Aurie koncentrowałam? Rozdział o niej/jej oczyma jakby, także musiałam jakoś sprostać wymaganiom ;-; (btw - obczaj koment brata, dla niego za mało było XD). Ale dziękuję, że to nadmieniłaś, zapamiętam i obiecuję poprawę. c:
      Cieszę się, że trafiłam z opisem Iana i że jesteś zadowolona *///*
      Dziękuję za komentarz i cenne uwagi, królu ♥

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czystość serca wywodzi się jedynie ze sposobu, w jaki patrzymy na innych ludzi. Aurorę nie bez powodu porównałam od razu do autorki posta, chociaż ruda głowa czasem potrafi pokazać pazurki.
    Rozdział jest... bez naciągania i słodzenia już i tak słodkiego napoju. Fantastyczny. Zachowałaś w nim niebywały kanon postaci i pokazałaś determinację pojawiającą się znikąd w kruchej i niepewnej istotce, która z pozoru nie pasuje mi do roli buntownika. Ale dobrze wiemy, od tylu lat, że najmniej niepozorne istoty są tymi najbardziej niebezpiecznymi dla wrogów.
    Jestem z Ciebie dumna, a jednocześnie zła, bo nie mogę, po prostu NIE MOGĘ doszukać się, ciapajo, żadnych błędów, chociaż zamierzam to przeczytać jeszcze raz. Przysięgam, że knuję coś niedobrego i, ach, boję się jak wyglądać będzie przy Tobie i innych wspaniałych tutaj osobistościach moja przyszła notka, na myśl której serce drży mi z niepewności i chęci zawojowania świata.
    Panna Aurora od dziś jest moją ukochaną kruszynką, która choć niepozorna, posiada najsilniejszą z mocy znanych światu. Czyste serce. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Omg, no nie mogę *///////* Ja sobie gdzieś ten cudny komentarz zapiszę i będę do niego wracać za każdym razem jak zwątpię w swoje (nie)umiejętności pisarskie ;-;
      Dziękuję! ♥

      Usuń
  6. Liv Sullivan (Naiive)7 czerwca 2015 16:43

    Muszę przyznać - świetna muzyka! Sama jestem w tematach dobierania utworów bardzo wybredna, a piosenki których użyłaś pasują do treści poszczególnych części rozdziału. Bardzo podbijało to klimat, który i tak świetnie sama tworzyłaś. <3
    Podoba mi się też to, że wykorzystałaś to co napisała Abby w swoim rozdziale i jakby posunęłaś akcję nieco dalej. Lubię sposób w jaki kierujesz postaciami pobocznymi! Relacje między nimi są wyraźnie widoczne i zgodne z tym, co wszystkie ustalałyśmy na forum. Dziękuję, że wcisnęłaś też Liv i cieszę się w sumie, że ma tutaj drobną rolę bo jedynym małym, drobnym mankamentem jest myślę to, że pokierowałaś Ślizgonami w sposób delikatnie zbyt dynamiczny. Ale po głębszym zastanowieniu się dochodzę do wniosku że taki już ich charakter i urok, więc nie bierz tego do siebie. xD *niezdecydowanie*
    Jestem zdania, że pierwszy i ostatni akapit wyszły Ci najlepiej, powtórzę też to co pisały dziewczyny - ciekawy motyw wplatania tego jednego zdania w treść rozdziału. Bardzo fajnie to wyszło. :D
    Polubiłam też samą Aurorę, a zyskanie mojej sympatii do którejś z postaci jest dosyć ciężkie. Gratuluję, świetny rozdział. c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matulu, tak się cieszę, że muzyka przypadła do gustu nie tylko Tobie, ale innym dziewczynom, no zachwyt *^*
      Nie wiem w sumie co mogę powiedzieć, tyle ciepłych i kochanych słów tutaj *^* Chciałam pokazać relacje Liv i Aurory - niby negatywne, no ale mieszkały razem jakiś czas, więc przecież nie mogły się jakoś super wielce nienawidzić... Także tutaj zachowanie Evelyn takie delikatniejsze troszkę, a co do reszty - zawsze wyobrażałam sobie Ślizgonów właśnie jako takich buńczucznych bohaterów, w szczególności w czasach działalności Czarnego Pana. Kto bogatym zabroni, nie? B)
      Jeszcze raz dziękuję bardzo za Twój komentarz kochana! <3

      Usuń
  7. Przepraszam, że dopiero teraz.

    Rozdział bardzo emocjonujący. Pierwsza część świetna. Podobał mi się motyw pytania, który ciągnął się przez cały rozdział. I bardzo motywująca odpowiedź na koniec, której nie spodziewałabym się po Aurie. Miałam wrażenie, że to będzie niezbyt silna psychicznie postać. Myliłam się i ciesze się z tego :)
    Błędów nie zauważyłam, jedynie zmyliło mnie umieszczenie linku z muzyką do pierwszego akapitu. Błahostka.
    Poza tym rozdział czytelny. Muzyka bardzo dobrze dobrana. Dobra robota, Sumiko :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ta muzyka jest naprawdę idealnie dobrana, jest doskonałym tłem tego o czym piszesz.
    Bardzo podobało mi się również przedstawienie innych postaci i ich wzajemnych relacji. I jak już dziewczyny wyżej wspomniały to powtarzanie pytania było bardzo fajnym pomysłem.
    Szczerze to nie byłam pewna twojej postaci, ale jednak to, że się bała i jej pewna odpowiedź w ostatnim zdaniu sprawiło, że twoja postać stała się dla mnie wyrazista i rzeczywista ;)
    Podsumowując: świetnie napisane, teraz tylko czekać na kolejny rozdział w twoim wykonaniu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo kochana, z przyjemnością czytałam ten komentarz i cieszę się niezmiernie, że rozdział przypadł Ci do gustu *^*

      Usuń