Znów
to samo, pomyślała Leila patrząc przed siebie. Prawie wszyscy w
wielkiej sali wpatrywali się w gazety i szeptali między sobą
zaniepokojeni. Leila nie musiała nic czytać, aby wiedzieć jakie
informacje tak poruszyły wszystkich. Każdego dnia pojawiał się co
najmniej jeden artykuł o śmierci czarodziei, tylko nazwiska się
różniły – wszystko inne pozostawało bez zmian.
Kiedy wieści
o śmierci czarodziei pojawiły się po raz pierwszy Leila była
ożywiona i zainteresowana, wreszcie działo się coś ciekawego.
Jednak gdy mijały kolejne dni i coraz częściej w gazetach o tym
pisali stopniowo traciła zainteresowanie tematem i czuła się coraz
bardziej znużona. Stało się to dla niej rutyną, czymś zwykłym i
normalnym. Ludzie jednak wciąż reagowali tak samo. Byli w
większości przerażeni, niektórzy zaś podnieceni. Mimo że nie
były to emocje tak silne jak za pierwszym razem to wciąż te same.
Jakby się nie przyzwyczaili do tego. Ziewnęła i
spojrzała na zaczarowany sufit. Chmury leniwie płynęły po niebie
skutecznie blokując drogę nikłym promieniom słonecznym.
Codziennie przychodziły te same wieści i codziennie obserwowała te
same reakcji. Chociaż nie, jedna osoba ją zaciekawiła. Ian Ramsay.
Kiedy po raz pierwszy pojawiły się informacje o działaniach
śmierciożerców, kiedy na jego twarzy pojawił się wyraz
satysfakcji i euforii, a potem jak próbował powstrzymać swój
triumf. Wyróżniał się wtedy tak bardzo ze swojego otoczenia,
gdzie panował chaos i przerażenie, że Leila od razu go zauważyła.
Gdy po raz kolejny pojawiły się te same wiadomości był już
opanowany, co rozbudziło ciekawość Leili. Kontrast między różnicą
w jego zachowaniu jeszcze bardziej rzucały się w oczy.
Miała
nadzieję, że niedługo zdarzy się coś zaskakującego. Idealnie
urozmaiciłoby to te ponure i monotonne dni. Na razie jednak zajęła
się śniadaniem.
Spokój jaki
panował na historii magii był kojący i przyjemny. Leila cieszyła
się, że nie ma już tej lekcji z Puchonami. Uwolniła się w końcu
od meczącej gadaniny Katie Timms, która potrafiła narzekać całą
lekcję, nie pozwalając w ten sposób zdrzemnąć się Leili. Teraz
miała tą lekcję z Krukonami. Aurora jak przystało na przykładną
uczennicę próbowała się skupić na tym co mówił Binns, jednak
nawet ona nie dała rady pokonać usypiającego głosu ducha, choć
dalej dzielnie się starała – z marnym skutkiem. Laurissa zaś nie
marnowała czasu na próbie robienia notatek i zastanawiała się nad
treningiem dla swojej drużyny, choć do meczu Ravenclawa zostało
jeszcze sporo czasu. Leila kiedyś nawet ją szanowała za jej
zaangażowanie, lecz od czasu feralnego treningu, gdzie spotkały się
na boisku diametralnie zmieniła zdanie o Krukonce, która stała się
jej obojętna.
Spokój
Ślizgonki skończył się już na następnych zajęciach, lekcji
eliksirów. Slughorn kazał zrobić trudniejszy eliksir niż
zazwyczaj i co chwilę słychać było popełniane przez uczniów
błędy. Annie bawiły kłopoty innych uczniów, ale Leila nie
widziała w tym nic zabawnego, dla niej była to jedynie męka.
Najciszej jak
tylko mogła zaczęła schodzić schodami w dół. Przemykała
korytarzami, zgrabnie omijając spodziewane przeszkody. Nikt jej nie
zauważył, ludzie z obrazów spali twardo,a ona dalej kroczyła w
ciemnościach dotykając dłońmi zimną ścianę. Pod koniec swej
wędrówki zatrzymała się na chwilę, a potem ruszyła dalej. Wiatr
szczelnie otulił ją swoim chłodem, zadrżała. Choć ubrała się
cieplej i tak się trzęsła, w nocy na dworze była jeszcze niższa
temperatura. Szła jednak dalej, aż dotarła na boisko quidditch'a.
Usiadła na trybunach i patrzyła przed siebie, a po chwili
przeniosła wzrok na niebo. Nie było widać ani jednej gwiazdy, było
całkowicie atramentowe. Nawet niebo jest dzisiaj nudne, pomyślała
dziewczyna. Kolejny podmuch wiatru porwał do tańca liście, które
zawirowały przed jej oczami. Zawsze gdy czuła się bardzo, bardzo
znużona wybierała się na nocny spacer, który miał choć trochę
ją rozerwać. Ten dreszczyk, kiedy łamało się zasady i mogło się
w każdej chwili zostać nakrytym było czymś co zawsze wprawiało
ją w lepszy nastrój. Jednak dzisiaj nawet to nie pomogło, musiało
być to coś niecodziennego, nadzwyczajnego, ekscytującego, lecz nic
się nie działo. Jedyne spodziewane wydarzenie, które mogło ją
choć trochę rozerwać to planowana impreza, jednakże nie
nastawiała się na coś ciekawego – nie lubiła rozczarowań.
Jeszcze raz
spojrzała na niebo, które milczało i ruszyła w stronę Hogwartu.
W tę noc nawet gwiazdy nie widziały jej nocnego spaceru. Myślała,
że nikt nie widział, jednak myliła się. Na jej łóżku siedziała
Clara, która obserwowała ją uważnie. Po chwili stwierdziła, że
niewiele ją to obchodzi i ułożyła się wygodnie na posłaniu,
zostawiając dla Leili skrawek łóżka, jego brzeg. Dziewczyna nie
powiedziała nic i nie próbowała nawet przegonić kotki –
wiedziała, że źle by się to dla niej skończyło.
- Dobranoc
Claro – powiedziała ziewając. Cisza panująca po jej słowach
była aż nazbyt wymowna.
Już
następnego dnia Leila spotkała niespodzianka, co prawda nie było
to duże zaskoczenie, ale zawsze wzbogacało choć odrobinę jesienny
dzień. Kiedy sowy przybył z kolejną dawką informacji o świecie
czarodziei nie usłyszała zwykłych szeptów, lecz jednomyślny
okrzyk zaskoczenia. Zaczęły się głośne rozmowy na temat nowinek.
Leila spojrzała na wszystkich po kolei. Każdy był równie
zaskoczony, ale i podekscytowany. Spojrzała w końcu na dziewczynę
siedzącą obok niej. Annie drżącymi dłońmi trzymała gazetę i
wpatrywała się się z niedowierzaniem w zapisane na papierze słowa.
Spojrzała dalej na stół Ślizgonów, na Blaze. Jego reakcja była
taka sama. Leila w końcu sama spojrzała na artykuł. Napisali o
śmierci kilku śmierciożerców. Leila się trochę zdziwiła. Już?
Tak szybko? Pomyślała. Wiedziała, że jest to tylko kwestia czasu,
jednak nie spodziewała się, że nastanie to tak szybko. Myślała,
że jeszcze trochę czasu minie zanim nastąpi znaczący kontratak.
Była trochę rozczarowana, spodziewała się czegoś ciekawszego.
Mimo wszystko trzeba to uczcić, pomyślała. Teraz może być tylko
ciekawiej, uśmiechnęła się na samą myśl.
Kątem oka
zerknęła na Annie. Odłożyła gazetę, lecz jej ręce wciąż
drżały, patrzyła niewidzącym wzrokiem na swój pusty talerz.
Stała się niecierpliwa. Już wcześniej nie mogła doczekać się
ukończenia szkoły i momentu, w którym będzie mogła wstąpić w
szeregi śmierciożerców, złe nowiny tylko podsyciły jej
pragnienie. Chciała się już wykazać i... uwolnić. Teraz do Leili
całkowicie dotarło coś, co powinna zrozumieć już dawno. Hogwart
w tych czasach był więzieniem. Dla wszystkich. Niektórych dzielił
od rodzin, innych jak na przykład Annie od celów. Był murem,
przeszkodą, której nie dało się ominąć. I wszyscy w tym
więzieniu byli równi. Nie było nikogo ponad. Wszyscy byli równie
bezsilni. I to właśnie ta bezsilność wszystkich męczyła. Tutaj,
na teranie szkoły nikt nie mógł nic zrobić. Na nic plany,
wszystkie zamiary zostawały udaremnione. To był największy problem
Leili. Jeśli nie można nic zrobić to nic się nie wydarzy, a jeśli
nic się nie wydarzy to wciąż będzie nudno. Jedyną rozrywką
pozostają mecze quidditch'a i poranne wiadomości, które rzadko są
ciekawe. Choć kto wie, może jednak coś się wydarzy.
Rozmyślania
Leili zostały przerwane przez sowę, która przyniosła jej list od
rodziców. Rzadko dostawała od nich listy, ponieważ nigdy na nie
nie odpisywała, nigdy jej się nie chciało odpisać. Na ten również
nie zamierzała odpowiadać. Miała nadzieję na ciekawe i
szczegółowe wiadomości, jednak znając jej rodziców nie miała na
co liczyć.
Wzrok Leili
ponownie spoczął na Annie. Blondynka skończyła jeść, jednak
myślami wciąż nie powróciła do spraw przyziemnych. W końcu
uporczywe spojrzenie przyniosło efekt i Annie po raz pierwszy od
chwili przeczytania artykułu spojrzała przytomnym wzrokiem na
Leilę, rozejrzała się uważnie i czarnowłosa była pewna, że
koleżanka wróciła już całkowicie do Hogwartu.
- Chodźmy –
powiedziała Leila i obie ramię w ramię wyszły z wielkiej sali
zostawiając za sobą hałas i zamieszanie spowodowane porannymi
wieściami.
Cisza panująca
na korytarzu była rozkoszą po długim czasie przebywania w wielkiej
sali. Nagle Leila zatrzymała się i wyjrzała przez okno. Dziś
nigdzie nie będę mogła się ruszyć nocą, pomyślała i poszła
dalej. Nadciągały ciemne chmury.
_________________________
Ekhm, chcę powiedzieć, że za wszystkie niedociągnięcia i inne szkody serdecznie przepraszam i żałuję, a was proszę o rozgrzeszenie.
Moim największym problemem przy pisaniu tego było o co właściwie chodzi i do czego ja zmierzam? xD Jest to moje pierwsze opowiadanie grupowe, więc jeszcze nie wszystko ogarniam, ale mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej ;P
Liczę, że wszystkie błędy mi wytkniecie i że z czasem się poprawię.
Także jesteście na mnie skazani (i na Clarę) xD
A jeszcze jedno za cholerę nie umiem dobierać muzyki .___.
No to tak, duży plus za długość, bo ja osobiście lubię, jak jest co poczytać, więc cieszę się, że nie ograniczyłaś opisów do jednego zdania. Dzięki temu o wiele łatwiej wczuć się w cały nastrój. Trochę brakowało mi interakcji z innymi postaciami, nie miej jednak cieszę się, że moja postać dostała swój kawałeczek *^* No i brawo, bo Rissa mimo swojej inteligencji faktycznie nie ma teraz głowy do notatek ;) Początki są zawsze trudne, wszyscy musimy się jeszcze wdrożyć, więc nie ma co się dołować, bo jest dobrze *^*
OdpowiedzUsuńA jak dla mnie w przeciwieństwie do pani wyżej - trochę czuję niedosyt. Nie wiem czy to długość czy może raczej chodzi mi o treść i zawartość, ale jakby czegoś mi tutaj brakło. Sama nie potrafię tego sprecyzować :c
OdpowiedzUsuńMuzyka z pewnością świetnie dobrana, ale poza tym pamiętaj - nic na siłę : D Czasem lepiej rozdział sobie poczytać bez muzy niż jakbyś się miała z tym za bardzo męczyć ;p Ale ta którą zamieściłaś akurat pasowała mi do klimatu, także wszystko oki pod tym względem ♥
Czego mi brakowało, to z pewnością jeszcze dialogów :c Myślę że na to warto żebyś w przyszłości zwróciła uwagę ;) A poza tym w ogóle to pijenknie tam Iana ujęłaś, buźka mi się cieszyła jak o nim czytałam, poza tym miło, że zmieścił się w rozdziale. Tak jak podejrzewałam, jeśli chodzi o niego - nic nie zepsułaś zupełnie :)
Tak jeszcze na marginesie, mój ulubiony fragment to ten o więzieniu. Naprawdę dobry! *^* I prawdziwy taki powiedziałabym... Smutny :c
Nie martw się w każdym razie, każdy kiedyś musiał zaczynać, także jeszcze wiele przed Tobą *^* No i kot generalnie jest uroczy, takie prawdziwe że zajmuje całe łóżko "D
Pozdrawiam~!
Kurde usunął mi się cały komentarz a już nie pamiętam co tam za fajne rzeczy powypisywałam, dlatego przepraszam jeśli ten akurat będzie głupi ;_____;
OdpowiedzUsuńW każdym razie, bardzo podobało mi się pokazanie z innej perspektywy tej wojny. I to, że nikt tak naprawdę nie może czuć się bezpieczny, bo na atak śmierciożerców czeka kontratak gotowy do zabijania, że się tak wyrażę. Chwilę nad tym myślałam i jakoś tak mnie to dotknęło.
Wręcz oczarowała mnie końcówka, właściwie ostatnie zdanie, takie klimatyczne (dosłownie i w przenośni, haa haa haa, ale sucho xD). Te ciemne chmury jakoś tak wieją mi symboliką tego, co się będzie już niedługo działo w świecie czarodziei i w samym Hogwarcie, robi się nastrój B)
Uwielbiam koty, zwłaszcza te które umieją się mimo swoich małych rozmiarów ułożyć na łóżku w ten sposób, żeby już się nikt więcej oprócz nich nie zmieścił xD to jest skill dopiero, dlatego mimo że moja postać nie bardzo lubi kotkę - ja sama ją uwielbiam : D
Rzeczywiście mało było dialogów i generalnie postaci naszych (Blaze był! : D dzięki że go zmieściłaś, uwielbiam o nim czytać *^*), no ale może tak akurat wyszło : ) I co, niezbyt długi (ja nie jestem mistrzem długości więc nie powinnam się odzywać xD), ale lepszy zwięzły post niż rozwleczony i o niczym, bo się ciężko czyta:p
Pozdrawiam <3
Tak jakoś szybko zleciał mi ten rozdział, choć sama przyznaję, że nie jestem mistrzynią długości. Szczerze jednak przyznaję, że podoba mi się Twoje słownictwo i dobieranie słów. Większość ostatnich zdań akapitów były emocjonalne i zachęcały do dalszej lektury.
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Choco, że czegoś mi brakowało i coś utrudniało mi skupienie się na akcji. Może to dlatego, że tak mało postaci brało udział w tym rozdziale. Może za szybkie przeskakiwanie ze sceny na scenę. Uważam jednak, że w bardzo dobry sposób ujęłaś nastrój w Hogwarcie. Czuć było napięcie i nutkę grozy.
To dopiero początek, więc na razie nie masz co się martwić. Rozwinie się fabuła to i pomysłów przybędzie. :)
(tu Tościk, duh~)
OdpowiedzUsuńNadrabiam komentarze i muszę przyznać, że to nie był najdłuższy rozdział na świecie, ale bardzo mi się go przyjemnie czytało tak czy inaczej - bardzo skupiony na głównej bohaterce, nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale dla mnie to zdecydowanie zaleta, jak się chce postać poznać ;) Podziwiam Cię też, że potrafisz tak ciepło przedstawić tak... wydaje mi się, że jednak chłodną postać. No i ten kot, też jest świetny :D
Do czego mogłabym się przyczepić... do dialogów, a raczej do ich braku ;_; Ciężko jest przebrnąć, przynajmniej mi, przez tak długie opisy, nawet tak ciekawie napisane.
Mimo to daję okejkę i czekam tylko, jak znowu coś opublikujesz <3
Zgodzę się z Abby i Choco, rozdział nie ma długości litanii, co powinno być zaletą, ale dobrze byłoby poczytać coś więcej. Trochę jestem zawiedziona, bo oprócz otrzymania poczty, akcja jest słabo rozwinięta. No, może tytuł do czegoś zobowiązuje i muszę przyznać, że jest dobrze dobrany :D
OdpowiedzUsuńOczywiście nie pomyśl sobie, że uwzięłam się na Ciebie. Podobało mi się zakończenie (szczególnie ostatnie zdanie) i porównanie obecnej sytuacji do więzienia.
Jak na pierwszy raz z Opowiadaniami Grupowymi wyszło Ci to naprawdę dobrze. ;) W końcu każdy kiedyś zaczynał, moim zdaniem poradziłaś sobie. :3
Dziękuję za tak miłe komentarze. Następnym razem zamieszczę dialogi, na pewno, jednak nie mogę nic obiecać w sprawie długości, ponieważ jak na razie krążę po omacku, ale niedługo powinnam załapać.
OdpowiedzUsuńJeszcze raz dziękuję <3
PS: Jak tylko będę miała wifi na dłużej to nadrobię zaległości.
PS2: Piszę ten sam komentarz po raz trzeci (kfc mnie nie kocha), dlatego przepraszamm, że tylko tyle.
PS3: Pozdrowienia od Szekspira (tak, musiałam) ;>
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń