niedziela, 17 maja 2015

Rozdział I: Monotonne dni



Znów to samo, pomyślała Leila patrząc przed siebie. Prawie wszyscy w wielkiej sali wpatrywali się w gazety i szeptali między sobą zaniepokojeni. Leila nie musiała nic czytać, aby wiedzieć jakie informacje tak poruszyły wszystkich. Każdego dnia pojawiał się co najmniej jeden artykuł o śmierci czarodziei, tylko nazwiska się różniły – wszystko inne pozostawało bez zmian.

Kiedy wieści o śmierci czarodziei pojawiły się po raz pierwszy Leila była ożywiona i zainteresowana, wreszcie działo się coś ciekawego. Jednak gdy mijały kolejne dni i coraz częściej w gazetach o tym pisali stopniowo traciła zainteresowanie tematem i czuła się coraz bardziej znużona. Stało się to dla niej rutyną, czymś zwykłym i normalnym. Ludzie jednak wciąż reagowali tak samo. Byli w większości przerażeni, niektórzy zaś podnieceni. Mimo że nie były to emocje tak silne jak za pierwszym razem to wciąż te same. Jakby się nie przyzwyczaili do tego. Ziewnęła i spojrzała na zaczarowany sufit. Chmury leniwie płynęły po niebie skutecznie blokując drogę nikłym promieniom słonecznym.
 
Codziennie przychodziły te same wieści i codziennie obserwowała te same reakcji. Chociaż nie, jedna osoba ją zaciekawiła. Ian Ramsay. Kiedy po raz pierwszy pojawiły się informacje o działaniach śmierciożerców, kiedy na jego twarzy pojawił się wyraz satysfakcji i euforii, a potem jak próbował powstrzymać swój triumf. Wyróżniał się wtedy tak bardzo ze swojego otoczenia, gdzie panował chaos i przerażenie, że Leila od razu go zauważyła. Gdy po raz kolejny pojawiły się te same wiadomości był już opanowany, co rozbudziło ciekawość Leili. Kontrast między różnicą w jego zachowaniu jeszcze bardziej rzucały się w oczy.

Miała nadzieję, że niedługo zdarzy się coś zaskakującego. Idealnie urozmaiciłoby to te ponure i monotonne dni. Na razie jednak zajęła się śniadaniem.



Spokój jaki panował na historii magii był kojący i przyjemny. Leila cieszyła się, że nie ma już tej lekcji z Puchonami. Uwolniła się w końcu od meczącej gadaniny Katie Timms, która potrafiła narzekać całą lekcję, nie pozwalając w ten sposób zdrzemnąć się Leili. Teraz miała tą lekcję z Krukonami. Aurora jak przystało na przykładną uczennicę próbowała się skupić na tym co mówił Binns, jednak nawet ona nie dała rady pokonać usypiającego głosu ducha, choć dalej dzielnie się starała – z marnym skutkiem. Laurissa zaś nie marnowała czasu na próbie robienia notatek i zastanawiała się nad treningiem dla swojej drużyny, choć do meczu Ravenclawa zostało jeszcze sporo czasu. Leila kiedyś nawet ją szanowała za jej zaangażowanie, lecz od czasu feralnego treningu, gdzie spotkały się na boisku diametralnie zmieniła zdanie o Krukonce, która stała się jej obojętna.

Spokój Ślizgonki skończył się już na następnych zajęciach, lekcji eliksirów. Slughorn kazał zrobić trudniejszy eliksir niż zazwyczaj i co chwilę słychać było popełniane przez uczniów błędy. Annie bawiły kłopoty innych uczniów, ale Leila nie widziała w tym nic zabawnego, dla niej była to jedynie męka.



Najciszej jak tylko mogła zaczęła schodzić schodami w dół. Przemykała korytarzami, zgrabnie omijając spodziewane przeszkody. Nikt jej nie zauważył, ludzie z obrazów spali twardo,a ona dalej kroczyła w ciemnościach dotykając dłońmi zimną ścianę. Pod koniec swej wędrówki zatrzymała się na chwilę, a potem ruszyła dalej. Wiatr szczelnie otulił ją swoim chłodem, zadrżała. Choć ubrała się cieplej i tak się trzęsła, w nocy na dworze była jeszcze niższa temperatura. Szła jednak dalej, aż dotarła na boisko quidditch'a. Usiadła na trybunach i patrzyła przed siebie, a po chwili przeniosła wzrok na niebo. Nie było widać ani jednej gwiazdy, było całkowicie atramentowe. Nawet niebo jest dzisiaj nudne, pomyślała dziewczyna. Kolejny podmuch wiatru porwał do tańca liście, które zawirowały przed jej oczami. Zawsze gdy czuła się bardzo, bardzo znużona wybierała się na nocny spacer, który miał choć trochę ją rozerwać. Ten dreszczyk, kiedy łamało się zasady i mogło się w każdej chwili zostać nakrytym było czymś co zawsze wprawiało ją w lepszy nastrój. Jednak dzisiaj nawet to nie pomogło, musiało być to coś niecodziennego, nadzwyczajnego, ekscytującego, lecz nic się nie działo. Jedyne spodziewane wydarzenie, które mogło ją choć trochę rozerwać to planowana impreza, jednakże nie nastawiała się na coś ciekawego – nie lubiła rozczarowań.

Jeszcze raz spojrzała na niebo, które milczało i ruszyła w stronę Hogwartu. W tę noc nawet gwiazdy nie widziały jej nocnego spaceru. Myślała, że nikt nie widział, jednak myliła się. Na jej łóżku siedziała Clara, która obserwowała ją uważnie. Po chwili stwierdziła, że niewiele ją to obchodzi i ułożyła się wygodnie na posłaniu, zostawiając dla Leili skrawek łóżka, jego brzeg. Dziewczyna nie powiedziała nic i nie próbowała nawet przegonić kotki – wiedziała, że źle by się to dla niej skończyło.

- Dobranoc Claro – powiedziała ziewając. Cisza panująca po jej słowach była aż nazbyt wymowna.



Już następnego dnia Leila spotkała niespodzianka, co prawda nie było to duże zaskoczenie, ale zawsze wzbogacało choć odrobinę jesienny dzień. Kiedy sowy przybył z kolejną dawką informacji o świecie czarodziei nie usłyszała zwykłych szeptów, lecz jednomyślny okrzyk zaskoczenia. Zaczęły się głośne rozmowy na temat nowinek. Leila spojrzała na wszystkich po kolei. Każdy był równie zaskoczony, ale i podekscytowany. Spojrzała w końcu na dziewczynę siedzącą obok niej. Annie drżącymi dłońmi trzymała gazetę i wpatrywała się się z niedowierzaniem w zapisane na papierze słowa. Spojrzała dalej na stół Ślizgonów, na Blaze. Jego reakcja była taka sama. Leila w końcu sama spojrzała na artykuł. Napisali o śmierci kilku śmierciożerców. Leila się trochę zdziwiła. Już? Tak szybko? Pomyślała. Wiedziała, że jest to tylko kwestia czasu, jednak nie spodziewała się, że nastanie to tak szybko. Myślała, że jeszcze trochę czasu minie zanim nastąpi znaczący kontratak. Była trochę rozczarowana, spodziewała się czegoś ciekawszego. Mimo wszystko trzeba to uczcić, pomyślała. Teraz może być tylko ciekawiej, uśmiechnęła się na samą myśl.

Kątem oka zerknęła na Annie. Odłożyła gazetę, lecz jej ręce wciąż drżały, patrzyła niewidzącym wzrokiem na swój pusty talerz. Stała się niecierpliwa. Już wcześniej nie mogła doczekać się ukończenia szkoły i momentu, w którym będzie mogła wstąpić w szeregi śmierciożerców, złe nowiny tylko podsyciły jej pragnienie. Chciała się już wykazać i... uwolnić. Teraz do Leili całkowicie dotarło coś, co powinna zrozumieć już dawno. Hogwart w tych czasach był więzieniem. Dla wszystkich. Niektórych dzielił od rodzin, innych jak na przykład Annie od celów. Był murem, przeszkodą, której nie dało się ominąć. I wszyscy w tym więzieniu byli równi. Nie było nikogo ponad. Wszyscy byli równie bezsilni. I to właśnie ta bezsilność wszystkich męczyła. Tutaj, na teranie szkoły nikt nie mógł nic zrobić. Na nic plany, wszystkie zamiary zostawały udaremnione. To był największy problem Leili. Jeśli nie można nic zrobić to nic się nie wydarzy, a jeśli nic się nie wydarzy to wciąż będzie nudno. Jedyną rozrywką pozostają mecze quidditch'a i poranne wiadomości, które rzadko są ciekawe. Choć kto wie, może jednak coś się wydarzy.

Rozmyślania Leili zostały przerwane przez sowę, która przyniosła jej list od rodziców. Rzadko dostawała od nich listy, ponieważ nigdy na nie nie odpisywała, nigdy jej się nie chciało odpisać. Na ten również nie zamierzała odpowiadać. Miała nadzieję na ciekawe i szczegółowe wiadomości, jednak znając jej rodziców nie miała na co liczyć.

Wzrok Leili ponownie spoczął na Annie. Blondynka skończyła jeść, jednak myślami wciąż nie powróciła do spraw przyziemnych. W końcu uporczywe spojrzenie przyniosło efekt i Annie po raz pierwszy od chwili przeczytania artykułu spojrzała przytomnym wzrokiem na Leilę, rozejrzała się uważnie i czarnowłosa była pewna, że koleżanka wróciła już całkowicie do Hogwartu.

- Chodźmy – powiedziała Leila i obie ramię w ramię wyszły z wielkiej sali zostawiając za sobą hałas i zamieszanie spowodowane porannymi wieściami.

Cisza panująca na korytarzu była rozkoszą po długim czasie przebywania w wielkiej sali. Nagle Leila zatrzymała się i wyjrzała przez okno. Dziś nigdzie nie będę mogła się ruszyć nocą, pomyślała i poszła dalej. Nadciągały ciemne chmury.
 
 
 
 
_________________________
 
Ekhm, chcę powiedzieć, że za wszystkie niedociągnięcia i inne szkody serdecznie przepraszam i żałuję, a was proszę o rozgrzeszenie.
Moim największym problemem przy pisaniu tego było o co właściwie chodzi i do czego ja zmierzam? xD Jest to moje pierwsze opowiadanie grupowe, więc jeszcze nie wszystko ogarniam, ale mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej ;P
Liczę, że wszystkie błędy mi wytkniecie i że z czasem się poprawię.
Także jesteście na mnie skazani (i na Clarę) xD
A jeszcze jedno za cholerę nie umiem dobierać muzyki .___.

8 komentarzy:

  1. No to tak, duży plus za długość, bo ja osobiście lubię, jak jest co poczytać, więc cieszę się, że nie ograniczyłaś opisów do jednego zdania. Dzięki temu o wiele łatwiej wczuć się w cały nastrój. Trochę brakowało mi interakcji z innymi postaciami, nie miej jednak cieszę się, że moja postać dostała swój kawałeczek *^* No i brawo, bo Rissa mimo swojej inteligencji faktycznie nie ma teraz głowy do notatek ;) Początki są zawsze trudne, wszyscy musimy się jeszcze wdrożyć, więc nie ma co się dołować, bo jest dobrze *^*

    OdpowiedzUsuń
  2. A jak dla mnie w przeciwieństwie do pani wyżej - trochę czuję niedosyt. Nie wiem czy to długość czy może raczej chodzi mi o treść i zawartość, ale jakby czegoś mi tutaj brakło. Sama nie potrafię tego sprecyzować :c
    Muzyka z pewnością świetnie dobrana, ale poza tym pamiętaj - nic na siłę : D Czasem lepiej rozdział sobie poczytać bez muzy niż jakbyś się miała z tym za bardzo męczyć ;p Ale ta którą zamieściłaś akurat pasowała mi do klimatu, także wszystko oki pod tym względem ♥
    Czego mi brakowało, to z pewnością jeszcze dialogów :c Myślę że na to warto żebyś w przyszłości zwróciła uwagę ;) A poza tym w ogóle to pijenknie tam Iana ujęłaś, buźka mi się cieszyła jak o nim czytałam, poza tym miło, że zmieścił się w rozdziale. Tak jak podejrzewałam, jeśli chodzi o niego - nic nie zepsułaś zupełnie :)
    Tak jeszcze na marginesie, mój ulubiony fragment to ten o więzieniu. Naprawdę dobry! *^* I prawdziwy taki powiedziałabym... Smutny :c
    Nie martw się w każdym razie, każdy kiedyś musiał zaczynać, także jeszcze wiele przed Tobą *^* No i kot generalnie jest uroczy, takie prawdziwe że zajmuje całe łóżko "D
    Pozdrawiam~!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde usunął mi się cały komentarz a już nie pamiętam co tam za fajne rzeczy powypisywałam, dlatego przepraszam jeśli ten akurat będzie głupi ;_____;

    W każdym razie, bardzo podobało mi się pokazanie z innej perspektywy tej wojny. I to, że nikt tak naprawdę nie może czuć się bezpieczny, bo na atak śmierciożerców czeka kontratak gotowy do zabijania, że się tak wyrażę. Chwilę nad tym myślałam i jakoś tak mnie to dotknęło.
    Wręcz oczarowała mnie końcówka, właściwie ostatnie zdanie, takie klimatyczne (dosłownie i w przenośni, haa haa haa, ale sucho xD). Te ciemne chmury jakoś tak wieją mi symboliką tego, co się będzie już niedługo działo w świecie czarodziei i w samym Hogwarcie, robi się nastrój B)

    Uwielbiam koty, zwłaszcza te które umieją się mimo swoich małych rozmiarów ułożyć na łóżku w ten sposób, żeby już się nikt więcej oprócz nich nie zmieścił xD to jest skill dopiero, dlatego mimo że moja postać nie bardzo lubi kotkę - ja sama ją uwielbiam : D

    Rzeczywiście mało było dialogów i generalnie postaci naszych (Blaze był! : D dzięki że go zmieściłaś, uwielbiam o nim czytać *^*), no ale może tak akurat wyszło : ) I co, niezbyt długi (ja nie jestem mistrzem długości więc nie powinnam się odzywać xD), ale lepszy zwięzły post niż rozwleczony i o niczym, bo się ciężko czyta:p

    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak jakoś szybko zleciał mi ten rozdział, choć sama przyznaję, że nie jestem mistrzynią długości. Szczerze jednak przyznaję, że podoba mi się Twoje słownictwo i dobieranie słów. Większość ostatnich zdań akapitów były emocjonalne i zachęcały do dalszej lektury.
    Zgadzam się z Choco, że czegoś mi brakowało i coś utrudniało mi skupienie się na akcji. Może to dlatego, że tak mało postaci brało udział w tym rozdziale. Może za szybkie przeskakiwanie ze sceny na scenę. Uważam jednak, że w bardzo dobry sposób ujęłaś nastrój w Hogwarcie. Czuć było napięcie i nutkę grozy.

    To dopiero początek, więc na razie nie masz co się martwić. Rozwinie się fabuła to i pomysłów przybędzie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. (tu Tościk, duh~)
    Nadrabiam komentarze i muszę przyznać, że to nie był najdłuższy rozdział na świecie, ale bardzo mi się go przyjemnie czytało tak czy inaczej - bardzo skupiony na głównej bohaterce, nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale dla mnie to zdecydowanie zaleta, jak się chce postać poznać ;) Podziwiam Cię też, że potrafisz tak ciepło przedstawić tak... wydaje mi się, że jednak chłodną postać. No i ten kot, też jest świetny :D
    Do czego mogłabym się przyczepić... do dialogów, a raczej do ich braku ;_; Ciężko jest przebrnąć, przynajmniej mi, przez tak długie opisy, nawet tak ciekawie napisane.
    Mimo to daję okejkę i czekam tylko, jak znowu coś opublikujesz <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Liv Sullivan (Naiive)29 maja 2015 10:15

    Zgodzę się z Abby i Choco, rozdział nie ma długości litanii, co powinno być zaletą, ale dobrze byłoby poczytać coś więcej. Trochę jestem zawiedziona, bo oprócz otrzymania poczty, akcja jest słabo rozwinięta. No, może tytuł do czegoś zobowiązuje i muszę przyznać, że jest dobrze dobrany :D
    Oczywiście nie pomyśl sobie, że uwzięłam się na Ciebie. Podobało mi się zakończenie (szczególnie ostatnie zdanie) i porównanie obecnej sytuacji do więzienia.

    Jak na pierwszy raz z Opowiadaniami Grupowymi wyszło Ci to naprawdę dobrze. ;) W końcu każdy kiedyś zaczynał, moim zdaniem poradziłaś sobie. :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za tak miłe komentarze. Następnym razem zamieszczę dialogi, na pewno, jednak nie mogę nic obiecać w sprawie długości, ponieważ jak na razie krążę po omacku, ale niedługo powinnam załapać.
    Jeszcze raz dziękuję <3
    PS: Jak tylko będę miała wifi na dłużej to nadrobię zaległości.
    PS2: Piszę ten sam komentarz po raz trzeci (kfc mnie nie kocha), dlatego przepraszamm, że tylko tyle.
    PS3: Pozdrowienia od Szekspira (tak, musiałam) ;>

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń